Zakładki:
Autorka ;)
Czytam
Czytam i nie znam
Dziennikarstwo
Foto
Kobiety i mężczyźni
Kraków
Książki
Kuchnia
Poezja
POMOC
Sznurki
Sztuka
Wiara
Włoskie
WWW
Zabawne
Zapomniane?



poniedziałek, 29 stycznia 2007
Jest śpiąco.
Zimnawo.
Ale jest też przytulnie i miło.
Są fajne mp3, słuchane na okrągło, są musli...

Notatek jest w bród i sama nie wiem, za co się złapać...
... więc łapię się za głowę.
Próbowałam nieco je uporządkować, żeby chociaż kolejność się zgadzała jako tako...
... ale to jest zadanie nie na moje siły, najwyraźniej. ;)

Inne sprawy...
Różnie.
Coś się dzieje tu, tam.
Nie wiadomo, co z tego wyniknie.
Póki co, jestem dobrej myśli, ale co będzie dalej, to zobaczymy.

Idę spać, bo oczy odmawiają posłuszeństwa.
Pa, pa, pa, całusów 102! ;)
sobota, 27 stycznia 2007
A co z ziemią?

"Na dodatek dziewczyna Poety potraktowała go okropnie. Miał ją za naprawdę dojrzałą i nowoczesną, a tymczasem ona zupełnie niespodziewanie okazała się kłębkiem burżuazyjnych uprzedzeń i monogamicznych instynktów. Nigdy nie znosił ludzi zaborczych i zazdrosnych. W końcu wyszło na jaw także jej skąpstwo. Miarka się przebrała.
Rzucił się pod pociąg..." ;)

"Jest to wciąż wybór /albo - albo/. Jeśli zechcemy zatrzymać piekło (lub choćby ziemię), nie ujrzymy nieba, a jeśli przyjmiemy niebo, nie zabierzemy z piekła nawet najmniejszych i najbardziej osobistych pamiątek.

Wierzę, rzecz jasna, że każdy, kto osiągnie niebo, przekona się, iż pomimo odrzucenia wszystkiego (nawet własnego oka), niczego nie stracił: że to, czego najbardziej pożądał w swoich nawet najpodlejszych pragnieniach, czeka na niego w /Górnej Krainie/ o wiele wspanialsze niż to, czego się spodziewał."


"A co z ziemią? - zapytacie zapewne. Nie sądzę, by ziemia okazała się dla kogokolwiek miejscem wyjątkowym. Jeśli wybierzemy ją zamiast nieba, wyjdzie na jaw, że ziemia zawsze była częścią piekła. A jeśli niebo postawimy wyżej, okaże się, że ziemia zawsze do niego należała."


Lewis C. S., Rozwód ostateczny, Wydawnictwo PALABRA, Warszawa 1994.
:)

piątek, 26 stycznia 2007
Zdecydowanie nieciekawy wpis

"(...) w rozdziale 1 działu II tytułu VI księgi pierwszej części pierwszej po tytule rozdziału dodaje się oddział 1 w brzmieniu..."

Dalsza część już nas nie interesuje, początek wystarczająco zabawny.
Siedzę i czytam, oczywiście w czasie przerw między śniadaniem, drugim śniadaniem, przekąską, obiadem, owocami, kolacją, słodyczami oraz testowaniem świeżo zamontowanej kablówki. :)
Toteż nauka przebiega niezwykle sprawnie, a jej efekty są imponujące. ;)
Ale nie mam zamiaru się tym przejmować i tak będę miała wrzody, to po co je sobie powiększać?
Poza tym: "kto nie boi się wierzyć, że się uda? Ja nie, ja wierzę - wiara czyni cuda!"

Gorzej będzie z dydaktyką.
Ale poradzimy sobie, no bo co mamy robić? ;)
Tylko pasowało by już ruszyć skrypt.
A czytania jest w cho... inkę! ;)
Co dopiero myślenia.
A myślenie, jak wiemy, łatwym nie jest.

Poza tym trochę się gmatwa.
Wszyscy chorują, rodzą, albo jeszcze co innego...
Eh.
Ale damy radę.
Jak wyżej. ;)

Powo! ;)

czwartek, 25 stycznia 2007
Welcome

Humorek taki siaki.
Bo zimno w stopy.
Bo znowu notatki.
Bo to i owo.
Bo kożuszek.

Ale za to...
Był telefon.
Był głos - odzyskany po trudach. ;)
Był wpis jeden i drugi.
I właściwie jeszcze tylko przydało by się zdać dwie kobyły i będzie po wszystkim.

I ferie!
I będzie można odetchnąć pełną piersią. :)
I może będą jakieś podróże... :)
I będzie dużo, dużo spokojniej.
I będzie dużo czasu na herbatę z różnymi ktosiami.
Z Komentatorami szczególnie. ;)
Możecie już się wpisywać w terminarz. ;)
Tak zwane "welcome".

Ale to wszystko...
... dopiero "po".
Do tej pory proszę z całej siły ściskać kciuki.

Następnym razem odezwę się, jak mi się znudzą notatki...
Czyli pewnie jutro. ;)

środa, 24 stycznia 2007
Martwię się.
Nawet bardzo.
Ale wierzę...
:)

Była u mnie Plecionka. :)
Oglądałyśmy "Efekt motyla".
Potem odprowadziłam ją na przystanek i wsadziłam do tramwaju, który miał jechać prawie pod jej dom...
Pojechał w przeciwną stronę.
(Miała sporo czasu na rozwiązywanie krzyżówek, które zapobiegawczo miała ze sobą. ;))
No, cóż.
W krakowskiej MPK zdarzają się cuda.
Dzisiaj doświadczyłam kilku.

Najpierw nie przyjechał jeden autobus, potem do trzeciego z kolei (po przesiadce) ledwo się zmieściłam, a koleżanki nie zdążyły wepchnąć się do środka przed zamknięciem drzwi, więc zasuwałam sama - i tak spóźniona - na uczelnię (one dotarły jeszcze później). Po zajęciach kolejny autobus (tej samej linii, co rano) olał sprawę, więc marzłam chyba ponad pół godziny na przystanku, po czym wtoczyłam się do innego, który jechał naokoło, ale przynajmniej w końcu dotarłam do celu...
A teraz ten tramwaj...
Kraków, drodzy, Kraków.
Poza tym fajne miasto jest. :)

No.
Koniec smęcenia.
Idziemy strzelić sobie herbatkę i looknąć na sposoby opatrywania ran.
A jutro się okaże, co nam z tego przyjdzie... ;)
Oby przyszło! ;)
poniedziałek, 22 stycznia 2007
Anielskie nocniki

Temat, który jakoś mnie intryguje od dawna.

Otóż od jakiegoś czasu (raczej dłuższego niż krótszego), o ile dobrze pamiętam - zarażona przez ŁuKashę, zbieram figurki z postaciami anielskopodobnymi. Już ich się uzbierało trochę, ale wciąż, krążąc po sklepach, napotykając się przypadkowo na stoiska z upominkami, nie mogę się oprzeć tym dziecięcym twarzyczkom, uśmiechniętym buziom, delikatnym szatom, itd.

Nie raz przy okazji oglądania właśnie różnych anielskich wyrobów, zdarzyło mi się natknąć na figurkę aniołka na nocniku. Na pewno ją znacie.
W sumie wszystko fajnie, bo aniołki bywa, że kojarzą się ze skrzydlatymi niemowlętami. No, dzieci sikają do nocnika, po prostu.
No...
Z tym, że ten uroczy aniołek jedną rękę trzyma między nogami.
Hm.
I tak sobie myślę, kurde, co on robi z tą ręką w nocniku?
Czyżby masturbujący się aniołek?

No, sorry, ale tego, to już nie rozumiem ni w ząb.
No bo co to niby ma być?
Rozumiem "Amor i Psyche" Canovy - pocałunek, miłość, sztuka, piękno...
Ale to?

Może ja się czepiam.
A może to jest absurd.

piątek, 19 stycznia 2007

Oddech.
Jeden.
Dwa.

I znowu to samo.
Ale póki co, cieszmy się chwilą oddechu. ;)

niedziela, 14 stycznia 2007
Notka spowodowana wysokim wskaźnikiem rozleniwienia Autorki...
Kurczę blade!
Kurczę czerwone, zielone, żółte, czarno - białe...!
Nie chce mi się!
Nie chce mi się absolutnie, w ogóle i bez wyjątku!

Jak tak dalej pójdzie, to będziecie mnie zdzierać z prześcieradła...
Przykleiłam się i niby, że czytam, ale w rzeczywistości... myślę.
No, ja wiem, że to niewiarygodne. Też się sobie dziwię. ;)
Tyle, że moje myślenie odbiega od przedmiotu myślenia, od którego sam proces się zaczyna.

Czyli potrzebuję terapii.
Śmiechowej, albo jakiejś takiej.
Albo wyjechać. I wrócić po sesji.
Natychmiast!

No.
Ponarzekałam sobie i już mi lepiej.
Idę zaglądnąć do notatek, bo Wyrzuty Sumienia mnie zjedzą na kolację.
I nie będę na Wigilii DA, bo już będę strawiona w ich żołądkach (zaczną się wydzielać odpowiednie soki i po mnie).
To jakby mnie nie było, to wiecie, co mi się stało. ;)

Idę...
No, już, już, już się zbieram.
Taaak...

To see ya!
piątek, 12 stycznia 2007
:)

czy anioł zlatuje na ziemię
z ramionami jak do uścisku
a zleciawszy wśród trawy drzemie
na szerokim wichrowym lotnisku

czy to chmura zapłonęła w górze
czemu rosa na trawach czerwona
anioł zleciał na płonącej chmurze
otwierając szeroko ramiona

Maria Pawlikowska - Jasnorzewska

 


 

Poza pięknem życia i poezją - System Eliminacji Studentów Jest Aktywny - może nie całkiem, ale już właściwie tak, jakby był.
Na razie liczymy na swoje inteligentne... mózgi. ;)
I duuużo pomocy Ducha. :)

Powodzenia, mili Studenci! :)

niedziela, 07 stycznia 2007
Powrót

Dni i wieczory u Plecionki są zdecydowanie niezastąpione. :)

Długi czas, spędzony nad notatkami, kserówkami... Na pewno nie siedziałabym tyle nad tym, gdybym była sama.
Herbata, kawa i do rana.
Gorsze, że wciąż jest poczucie niewystarczającej wiedzy.
Ale spokojnie, jest jeszcze czas.
A jeśli nie wyjdzie, to wyjdzie kiedy indziej.

Po tych kilku godzinach snu człowiekowi jest już naprawdę wszystko jedno. ;)
W każdym razie było wesoło.
Uzupełniłyśmy zaległości w naszych kontaktach, pogadałyśmy o tym i o owym. :)

Lubię takie dni w takim towarzystwie... :)
Gdyby nie nauka, to w ogóle...

Ale już myślałam, że nie dotrę do mieszkania Plecionkowego.
Wyszłam z domu na chwilę do Caro. Byłam pewna, że wzięłam klucze, poza tym Mama była w domu.
Wróciłam za pewien czas - niedługi, dzwonię - nikt nie otwiera.

(za chwilę miałam jechać do dziewczyn)
Szukam kluczy w torebce - nie ma!
Wyciągam telefon - myślę, że zadzwonię do Mamy albo Taty, pewnie są niedaleko, przyjdą, otworzą mi - komórka rozładowana.
No myślę sobie - "kurza twarz"!
To trzeba być mną normalnie...!
Na szczęście mam dobrych sąsiadów, którzy akurat byli w domu - myślałam, że mają nasze klucze, bo kiedyś tak było... Ale okazało się, że niedawno je wzięliśmy. ;)
Taaak...
Siedziałam u nich ok. 3,5 godziny... aż pan sąsiad pożyczył ładowarkę i dodzwoniłam się do Mamy, która wyszła z domu tuż przed moim przyjściem.
No...

W rezultacie dołączyłam do dziewczyn po jakichś 5 godzinach chyba. ;)
5, to najwyraźniej szczęśliwa liczba, bo nie spałyśmy do 5. ;)