Zakładki:
Autorka ;)
Czytam
Czytam i nie znam
Dziennikarstwo
Foto
Kobiety i mężczyźni
Kraków
Książki
Kuchnia
Poezja
POMOC
Sznurki
Sztuka
Wiara
Włoskie
WWW
Zabawne
Zapomniane?



wtorek, 27 lutego 2007
Nie cierpię...
... zawiści.
sobota, 24 lutego 2007
Dzięki niech będą Bogu...
Czasem jest tak, że wszystko dzieje się w jednym czasie.
Sprawy toczą się jedna za drugą, niepozwalając na moment oddechu.
Coś spada nam na głowę i boimy się, czy jesteśmy w stanie w ogóle unieść ten ciężar.
Tak sobie siedzę i myślę, że gdyby nie Opatrzność Boża, to... nie wiem, co by było.

A tak?
Ten czas jest czasem Próby.
Dla mnie i dla każdego w mojej rodzinie z osobna.
Jest trud.
I właśnie teraz jesteśmy sobie najbliźsi.
I jesteśmy bliżej Pana.

Mam wyjątkowo chwilkę czasu, więc piszę, żeby nie zapomnieć.
Nigdy nie zapomnieć!
Że On czuwa i opiekuje się nami, lepiej, niż najlepszy ojciec na świecie.
Bo On jest Najlepszy...
Nie tylko na świecie.
Na ziemi, w Niebie, w całym Wszechświecie.

I poważnie - wiem, co mówię...
Pamiętajcie o modlitwie. :)
wtorek, 20 lutego 2007

Pierwszy dzień na uczelni...
Leżę i kwiczę.
Eh!
Już nawet nie chce mi się marudzić. ;)

Pozytywem tego dnia były nieoczekiwane spotkania w dość znacznej liczbie.
Świat (Kraków) jest jednak całkiem nieduży. :)
No i oczywiście makaron z serem Łukaszkowo-Plecionkowo-LolKowej roboty. :)

Smacznego! 

sobota, 17 lutego 2007
Zapach lata
Słuchajcie, rewelacja!

Kupiłam dziś koszyczek truskawek za niecałe 3 złote. :)
I wszamałam je z cukrem. :)
I tak mi się letnio na duszy zrobiło. :) :) :)
Ach!

Polecam na uczczenie piękna życia w czasie tej ciekawej pory roku, jaką mamy.
Ściskam truskawkowo!
czwartek, 15 lutego 2007
Czego nie powinnam zapomnieć?

Piątek:
Niemal 10 godzin w pociągu.
Nocnego obrazu miasta.
Katedry.
Ławki dla pozdrawiających.
Ogromnej ilości śniegu.
Białych parków.
Przyjemności picia ciepłej herbaty w przytulnej kuchni.
Żyraf i misiów.

Sobota:
Długich spacerów.
Hurtowni materiałów.
Pięknego, błyszczącego, brązowego szalu.
Placów zabaw.
Wizyty Klaudii.
Bitwy na śnieżki - której byłam biernym uczestnikiem.
Znowu parków, parków, parków...
Poznania Rodziców M.
Pysznych pucharków lodowych w uroczej kawiarni. Mmmmm! :)
Warty, lśniącej blaskiem latarni.
Spaceru bulwarami.
40 - minutowej rozmowy telefonicznej dwóch Mam. ;)

Niedziela:
Pobudki przez budzik.
Ziiiiiimna!
Śniegu.
Pięknego kościoła.
Pięknego śpiewu i gry jednego Ślązaka.
Drewnianej Joasi.
Przenoszenia przez ogrodzenie działkowe. ;)
Rodzinnego obiadu.
"Ciekawego" filmu.
Spacerów.

Poniedziałek:
Szczęśliwej 11. :)
Złotego aniołka.
Spacerów i zakupów.
Brązowych butów.
Przecen. ;)
Zamglonej panoramy na miasto.
Światowego Dnia Chorych.
Łyżew!!!
Bólu kostek.
Pizzy z krewetkami w Łubu - Dubu.
Bólu brzucha.
Późno - nocnych rozmów kuchennych - ciepłych, jak herbata, którą piliśmy hektolitrami.

Wtorek:
Spacerów po Zawarciu.
Ładnego budynku szkolnego.
Serca, zatopionego w rzece.
Pysznego zestawu od znanej firmy i zielonych szklanek.
Pięknej biblioteki.
Karmienia kaczek.
Filmów.
Rewelacyjnego żurka!
Gry w Scrabble.
Pakowania...

Środa:
Pobudki o 5 rano.
Totalnego niewyspania.
(Nie będę pamiętać na pewno drogi z Gorzowa do Krzyża i z Krzyża do Poznania, bo ją przespałam. ;) Wstałam z odbitymi sztruksami na policzku i dłoni. Pamiętam za to przesiadki. ;) )
Sygnalizacji świetlnej (Poznaniaki niekoniecznie sugerują się czerwonym światłem).
Pysznych frytek, serków, kawy.
Niesamowicie, okropnie, strasznie kuszących księgarni!!!
Przepięknie zdobionych i kolorowych budynków.
Walczących koziołków.
Obfitego "a-psik". ;)
Prezentacji multimedialnej z wykorzystaniem makiety Poznania... w dość ciekawych warunkach. ;)
Ogromniastego kubełka z obiadem.
Powrotu wyjątkowym pociągiem z jedną, bardzo żywą i sympatyczną, pomysłową i mądrą, ale również nieco głośną dziewczynką i dwoma fajnymi psami, będącymi zdecydowanie atrakcją dla całej reszty podróżnych. ;)
Gorąca, panującego w ogrzewanym przedziale.
Śmiechu. :)
Zmęczenia kilkugodzinnym siedzeniem w miejscu.
Radości... i smutku, że to wszystko tak szybko przeszło do wspomnień.

Było bardzo miło. :)
Dziękuję M za te nasze wakacje. :) Wspaniały wypoczynek. :)
A Wam za pamięć i wsparcie, wiecie dlaczego. :)

Muszę przyznać, że Gorzów Wielkopolski to wyjątkowe miasto. :) :) :)

środa, 07 lutego 2007
Autorka pragnie ogłosić wszem i wobec, że idzie się wyspać.
Należy jej się taki wypoczynek.
Tak przynajmniej sama uważa, a że to nie jest obiektywna opinia, to jej to już zwisa i powiewa.
Bez względu na warunki atmosferyczne.

Jutro Autorka bierze się za pakowanie.
Skomplikowana sprawa, jak dla kobiety.
No i tyle decyzji do podjęcia, co wziąć ze sobą, a co nie... Eh! ;)

Za to w piątek wyląduje gdzieś, gdzie jeszcze nigdy nie byłam.
Daleko, daleko stąd.
I będzie fajnie, jak pewnie jeszcze nigdy dotąd.
:)
Nie mogę się doczekać.
Aż mi się włosy zakręcają z radości. ;)

A tymczasem łeb mnie nap... Napadowe bóle głowy mam, które mówią ewidentnie o wyczerpaniu psychicznym i fizycznym po dramatycznych zmaganiach sesyjnych.
Nie bardzo wiem, co się wokół dzieje, nie jarzę, co się do mnie mówi.

Aha, no i mam Miśka w domu. :)
Radocha w pełni.
Biega, śmieje się, "Asia Ciocia, Asia Ciocia" - krzyczy.
A, i śmieje się prawie jak ja. :)
Masakra, nie? ;)

To ja idę wypoczywać.
Powodzenia wszystkim, którzy jeszcze są w trakcie sesji.
Trzymajcie kciuki za wiele trudnych spraw, które jeszcze są nierozwiązane.
sobota, 03 lutego 2007

Północną porą wracam do domu.
Na niebie gwiazdy, które oślepia sztuczny blask latarni.
Księżyc szepcze wszystkim mieszkańcom ziemi słodkie Buona notte.
Jest tak cicho...
I jest uśmiech.

Myślałam, że to będzie zły dzień.
Jednak najwyraźniej żaden pozornie zły dzień nie ma obowiązku kończyć się źle.

Temu koniec wyznaczy radosne przyłożenie głowy do stęsknionej poduszki.
A od rana znowu wysiłki intelektualne.
Dlatego rano będzie pyszne, pożywne musli tropikalne. :)