Zakładki:
Autorka ;)
Czytam
Czytam i nie znam
Dziennikarstwo
Foto
Kobiety i mężczyźni
Kraków
Książki
Kuchnia
Poezja
POMOC
Sznurki
Sztuka
Wiara
Włoskie
WWW
Zabawne
Zapomniane?



sobota, 21 lutego 2009
Lo scopo

Tak, moja aktywność bloxowa zaskakuje.
Jest czas, jest o czym, to można pisać.
Jest młodość? Jest.
To trzeba ją przeżyć tak, aby potem było, co wspominać. Z uśmiechem. Szerokim!
Teraz jeszcze szukam okazji, żeby robić to, co kiedyś będzie dla mnie może nawet niewykonalne.
Kiedyś, kiedy przyjdą obowiązki, a raczej zobowiązania.

Dziś jeszcze wszystko jest przede mną. :)
Za mną wszystko, czego nie muszę żałować.
Myślę, że przede mną też...

Włosi pojechali.
Stałam na dworcu i machałam.

Może się spóźniają.
Może słabo znają języki.
Może są hałaśliwi.
... Ale mają w sobie tyle radości, co nikt inny. :)
Myślę, że oni wiedzą, co to znaczy cieszyć się życiem.
A ja się cieszę, że mogłam trochę "pocieszyć" się z nimi.

I a presto!

 


 

Bo w życiu trzeba mieć cel.
Zwyczajnie, punkt odniesienia, osobistą Gwiazdę Polarną.
Wszystko niby mówi: "nie".
A my z 0:) pchamy się tam, gdzie czujemy, że trzeba.
I już.
Od jutra dzieciaki. :)

piątek, 13 lutego 2009
I quanti...
Mogłabym napisać książkę.
"O znikających rękawiczkach..."
Taki miałaby tytuł.
 
Nie pamiętam, jak było na początku.
Wiem tyle, że w dzieciństwie rodzice przezornie zaopatrzyli mnie w rękawiczki połączone sznurkiem. Jeszcze je pamiętam. Błękitne, "dwupalczaste", wełniane.
A potem dopiero się zaczęło...

Najpierw czarne, eleganckie, niezwykle kobiece, bawełniane. Oczywiście pożyczone - od Mamy.
Pewnego dnia zagadałam się w autobusie ze znajomymi i wysiadając zapomniałam, że leżą gdzieś samotnie na foteliku...

Potem wielokrotnie zwykłe - te traciłam systematycznie, po jednej z każdej pary.

Następne - eh, kupione za pieniądze z którejś wypłaty (pierwsza poważna praca)... Piękne, brązowe, skórzane, z ciepłym futerkiem od wewnątrz i kwiecistym wzorkiem na zewnątrz. Kupione na Starym Kleparzu. Ulubione! Jedna wciąż leży w mojej szafie w nadziei, że druga kiedyś do niej dołączy.

Później znów czarne, bawełniane, "mamine".

I ostatnie. Fioletowe, skórzane, chyba od Mikołaja - czyli miałam je jakieś dwa miesiące. Tak się je miło nosiło! Były ciepłe, eleganckie... Takie, jak lubię.
Najprawdopodobniej skończyłam z nimi swoją znajomość dzisiaj w Rotundzie.
A teraz cóż?

Może warto poszukać jakiejś hurtowni...