Zakładki:
Autorka ;)
Czytam
Czytam i nie znam
Dziennikarstwo
Foto
Kobiety i mężczyźni
Kraków
Książki
Kuchnia
Poezja
POMOC
Sznurki
Sztuka
Wiara
Włoskie
WWW
Zabawne
Zapomniane?



piątek, 25 listopada 2005
Fine settimana

Dzisiaj były bardzo zabawne (i ciekawe) zajęcia, a potem równie zabawne (i ciekawe) spotkanie z dziewczynami. Zmarzłam, co prawda, czekając na nie, ale rozgrzała mnie poźniejsza gorąca czekolada (pyyycha) i rozmowa z nimi. ;) A potem zachciało mi się frytek...
I co się w domciu akurat smażyło, jak wróciłam? ;)

A teraz co?
Weekend nad książkami. :/ Mam parę prac do napisania, na razie postaram się skoncentrować na jednej. O ile oczywiście znajdę odpowiedne materiały. Mam zamiar pisać o małżeństwie. Nie, żebym się do tego śpieszyła... ;) Mam nadzieję, że to mi się nie rzuci na mózg. Jakby co, to powstrzymujcie mnie. Albo ewentualnego kandydata, bo miałby przechlapane... ;)

Miłego weekednu, żeby Sunday, był rzeczywiście SUNday. :)

środa, 23 listopada 2005
Moja pierwsza kawa...

Po pierwsze: lepiej się do mnie teraz nie zbliżać, bo istnieje możliwość ukąszenia... Jakaś taka jestem wrrr... :|

Po drugie: dziś na nowo odkryłam magię 'żywych' stron. Odwiedziłam jedną z czterech bibliotek, do których jestem zapisana (+ uczelniana).
Całe czary polegają na tym, że książka potrafi na mnie specyficznie działać. Nie każda, oczywiście. Ale wystarczy, że poczuję pod palcami delikatny materiał okładki, zainteresuje mnie ciekawa szata graficzna, zaintryguje pierwsze lub ostatnie zdanie... i już jestem stracona dla świata i ludzi. :) Dlatego nigdy nie wyzbyłabym się 'żywych' książek, na rzecz tych internetowych (oczywiście mówię o przyjemności czytania, czyli generalnie szereg naukowych w grę raczej nie wchodzi ;) ).

Po trzecie: dziś zbeszcześciłam moją zasadę, według której herbata jest dla mnie szczytem marzeń. Ten dzień (zajęcia) dał się we znaki mojemu jestestwu, a szczególnie organizmowi, który zażyczył sobie jednak innej substancji... :(
No i stało się.
Moja pierwsza kawa. Nie wiem, czy z Biedronki, czy z Chrabąszcza, czy z innego małego nie_wiadomo_czego. Eh.
Wniosek z tego wydarzenia (nienowy): starzeję się... :|

wtorek, 22 listopada 2005
Aktualnie

Czuję się jak:

- Zimna herbata
- Ciastek bez lukrowanych guziczków,
- Gorzka czekolada,
- Kłapouszek, który znów zgubił ogonek,
- Dobromir bez pomysłów,
- Sztuczna choinka,
- Mała kijanka w wielkim stawie,
- Śnieg przed roztopami,
- Bolek bez Lolka,
- Zardzewiały gwóźdź,
- Spalona żarówka,
- Zielona stonoga, która wspina się po korze leśnej, i raz po raz spada,
- Niezastrugany ołówek.

Jak wymyśli mi się jeszcze jakieś obrazowe porównanie, to może dopiszę... 

P.S. Żeby nie było, dodam, że podejrzewam, że stan ów niebawem mi przejdzie, więc proszę się zbytnio nie martwić. ;) Złego diabli nie biorą, kto pod kim dołki i nie wszystko złoto, i takie tam... :P

Cisza


Johann Heinrich Füssli
Stąd 

poniedziałek, 21 listopada 2005
O muzo natchniuzo

Aaaa...!

Wyzucie artystyczne. ;)
Niech się dzieje, co chce. Ważne, że jest fajnie. :)

Dziękuję za to na PE ;) (niekoniecznie to, co pierwsze przychodzi Ci na myśl) i za wspomnienia, i za każdy dzień. :*

niedziela, 20 listopada 2005
Z aniołami

"Wielkiego miasta krzyk
Obudził sie i znikł,
Zdjął z powiek łuski snu
I pognał do gwiazd co tchu.

Poczułem wtedy broń,
Anioła bratnią dłoń,
Nie będę się więcej bał,
ANIOŁÓW WOKÓŁ MAM.

A tymczasem, zanim przyjdzie sen
I oczy szklące mi zamknie powieką,
Weź proszę moje ręce dwie
I ponieś je, ponieś, daleko daleko."

Yeskiezsirumem

LolK się przejdzie posłuchać ładnej muzyki. :)
Będzie poetycko, ładnie i harmonijnie, tego jestem pewna. :)
Ha, odbiję sobie może nieobecność na Kasprzyckim! :)
I spotkam takich fajnych znajomych. :)

Jak ja lubię człowieków! :)

sobota, 19 listopada 2005
No. Rajsi znów zagrali. :)
Bardzo się cieszę, że było właśnie TAK. :) I że byli TACY ludzie. :) Że spotkałam TYCH, których dawno nie widziałam, że było ich sporo, że mogłam znowu trochę się pośmiać i pogadać... I ogólnie... faaajnie. (idea) ;)

Ponadto dziś udały się zakupy. :) Znów. Dlatego właśnie lubię soboty... ;) 
Zakupy bardzo czekoladowe. Rzuciłam się na ten kolor, bo niby poważny, ale jednak słodki. Bo kryje w sobie stanowczość i ciepło. Bo to jesień i wiosna zarazem. I jakoś tak oddaje mój nastrój... No i pasuje do zieleni, którą noszę w oczach. ;)

Szczuruś się dziś postarzał znów. :) Eh, eh, jakbyś Szczurku, potrzebował kremu przeciwzmarszczkowego, to wiesz, gdzie mnie szukać... ;)

Jest wieczór. A ja jem kiwi. :}

Howgh!
1000000000000000000000000000000 lat!

Szczurku, niech Twoje życie będzie usłane... BUDYNIEM!!! Czekoladowym! :)

piątek, 18 listopada 2005
Co dziś robiłam?

- Myślałam, że nie wstanę...
- Wstałam.
- Ściskałam się w autobusie... z przypadkowo spotkanymi ludźmi.
- Przysypiałam.
- Złożyłam petycję o sprawiedliwość.
- Zostałam usatysfakcjonowana.
- Dostałam prezent z Rzymu. :)
- Zjadłam bułkę, 3 mandarynki i drożdżówkę.
- Śmiałam się głośno, o wiele za głośno.
- Opiewałam swą (i nie tylko) miłość do Zbyszka. :D
- Przysypiałam.
- Przybierałam inteligentny wyraz twarzy.
- Łapałam kangury.
- Szukałam brązowego Czegoś.
- Przysypiałam.

Niezwykłe, co? ;)

czwartek, 17 listopada 2005
Międzynarodowy Dzień Studenta

Rano.
Dzwoni budzik.
Pierwsza myśl: "Olewam, nie wstaję."
Druga myśl: "Qrde, miałam być systematyczna i pilna!"
Trzecia myśl: "Dobra, wstaję..."


Najpierw próbowałam różne zestawy ciuchów (tak to czasem jest, że dziewczyna stoi przed lustrem i nic jej nie pasuje). Potem nadszedł dylemat: jeść, czy nie jeść? (czas naglił) Jednak jedyną możliwą opcją była oczywiście ta pierwsza - czyli podstawa mojej egzystencji.
Już, już miałam wychodzić...
Zaginęły klucze. :|
Biegam, szukam - nic. Wywaliłam na podłogę zawartość futrzastej torby - nic. Po dłuższym czasie i stwierdzeniu, że już się na pewno spóźniłam, klucze nagle, zaskakująco, znalazły się...
...w wewnętrznej kieszeni torby. :|
Zgodnie z przewidywaniami, spóźniłam się na tramwaj. Dziewczyny na szczęście czekały.

Potem szukanie miejsca, nie powiem, że wysiadłyśmy zupełnie z drugiej strony ulicy... Oczywiście spóźniłyśmy się na sesję naukową niecały studencki kwadrans. Mam nadzieję, że się nie naraziłyśmy władzom uczelni tym naszym wejściem smoka. ;) Za to, było bardzo ciekawie. Jeden z 'czarnych', co prawda, przysypiał sobie słodko, ale sądzę, że raczej ze zmęczenia, niż ze znudzenia. Naprawdę było interesująco, warto było pójść. Niech żałują ci, co jednak się rano z łoża nie zwlekli i olali całą imprezę! ;) 

Co do spraw bieżących... Oczywiście nasza integracja trwa. :) Najlepiej integrujemy się w MPK. :D
Nawet dzięki temu dziś Alę spotkałyśmy. ;)

 
1 , 2 , 3