Zakładki:
Autorka ;)
Czytam
Czytam i nie znam
Dziennikarstwo
Foto
Kobiety i mężczyźni
Kraków
Książki
Kuchnia
Poezja
POMOC
Sznurki
Sztuka
Wiara
Włoskie
WWW
Zabawne
Zapomniane?



środa, 28 marca 2007
Caro
Za kilka dni wyjeżdżasz...
Będzie mi Ciebie brakowało.
 
Czasu z Tobą.
Herbaty pitej bez cukru.
Śmiechów chichów z dawnych czasów.
Plotkowania o tym i o tamtym.
Gadania o ciuchach.
Intelektualnych rozmów na różne tematy.
Bloxowej wymiany zdań.
Spotkań kosmetykowych.
Wspólnego ukulturalniania się w różnych miejscach.
Nowinek o NH.
Rozmów socjologicznopodobnych.
Pogawędek o płci przeciwnej.
SMSów od czasu do czasu, GGadania.
Uśmiechu i Twojej, szeroko pojętej, obecności, Caro...
 
 
Nie zapomnij o nas tam, daleko...
poniedziałek, 26 marca 2007
Domino

Nie tak, nie tak, nie tak.
A jak?

Na razie jeszcze powoli.
Dopiero wszystko układam.
Nie do końca jest tak.
Jeszcze jakieś braki, niedomyślenia.
Sen o Victorii.

To tak, jak układa się kostki domina obok siebie, potem przewraca się jedną tak, żeby wszystkie następne po kolei się przewróciły.
Czasem przewracają się w trakcie układania i wtedy trzeba zaczynać od początku. Albo zostaje tylko kilka pierwszych kostek.
Tak też w życiu.
Ciągle zaczynam od nowa, choć czasem w drodze upadam...

O Victorio, moja Victorio!
Tak toczy się życie.
Kołem albo kwadratem.
Od kostki do kostki, i znów od początku.

sobota, 24 marca 2007
"Niech się weseli serce szukających Pana!"

To jest coś niesamowitego, zobaczyć w czyichś oczach Boga...
Mam to szczeście.
Wczorajszy wieczór był taki zwyczajny, ale taki niezwykły jednocześnie.
Wiem, że wczoraj nie byliśmy sami.
:)

Bóg dał mi konkretne wskazówki.
Dlaczego wcześniej ich nie widziałam?
Może ktoś inny, widząc to, co widziałam, nie stwierdziłby niczego szczególnego... Ale to było przeznaczone dla moich oczu.
I dla moich uszu.

Nie chcę, żeby to był słomiany zapał.
Nie chcę znowu się poddać.
Nie chcę się zastanawiać, co myślą o mnie inni.
Chcę być SOBĄ, bo tylko wtedy będę z Nim. Sam na sam i wśród innych.

Módlcie się i weselcie! :) 

czwartek, 22 marca 2007

Nocne markowanie i ranne wstawanie o niemiłosiernie wczesnej godzinie 6:00 nie sprzyja mojemu zdrowiu psychicznemu.
Ale nie ma to, jak potem piłka nożna o 8:00 rano.
Dobra na wszystko.
A za to jutro nie wstanę. ;)

Śpijcie dobrze i nie spadnijcie z łóżek.
Branoc. :)

środa, 21 marca 2007

Chciałabym móc tak pisać, żeby nikt nie czytał.
Pisać tylko po to, żeby coś z siebie wyrzucić.
Bez komentarzy i pocieszeń.
Ale tak wyrzucić słowa w przestrzeń, żeby ulżyło, ale żeby już nigdy nie wracały.

Zawsze wracają.

poniedziałek, 19 marca 2007
Wróbelek
      Wróbelek jest mała ptaszyna,
      wróbelek istotka niewielka,
      on brzydką stonogę pochłania,
      lecz nikt nie popiera wróbelka.

      Więc wołam: Czyż nikt nie pamięta,
      że wróbelek jest druh nasz szczery?!

      Kochajcie wróbelka dziewczęta,
      Kochajcie do jasnej cholery!

      Konstanty Idelfons Gałczyński

      :)

      P.S. Nie ma to, jak śnieg na wiosnę...

niedziela, 18 marca 2007
Wiosna, wiosna, wiosna, ach to Ty!

Tęsknię za wiosną.

Za czytaniem ciekawych książek na rozgrzanych promieniami słonecznymi ławkach na Plantach.
Za ciepłymi porankami, za tymi leniwymi, rześkimi wschodami słońca, kiedy zawsze żałuję, że zostawiłam aparat w domu.
Za koszulkami z krótkim rękawkiem, za cienkimi spódnicami, sukienkami i szpilkami.
Tęsknię za radosnymi imprezami to tu, to tam. Wiosna jakoś zwykle sprzyja takim wypadom.
Tęsknię za cienkim, czerwonym płaszczykiem.
Tęsknię za długimi dniami, kiedy wraca się wieczorem do domu i jeszcze jest jasno.
Tęsknię oczywiście za kwiatami mirabelki.

Ale w powietrzu czuć już wiosnę.
Już się zbliża.
A ja robię tutaj wiosenne porządki i przemeblowuję bloxa. :)

sobota, 17 marca 2007

Miałam ograniczony dostęp do neta.

A w czwartek miałam wf.
Nie, żeby taki zwykły wf.
Z panem Michałem wf.
A jaki pan Michał jest - każdy widzi.

No.
Było miło, sympatycznie, ale teraz ruszać się nie mogę.
Dlatego kończę to pisanie.
Pozdrawiam. ;)

niedziela, 11 marca 2007
Nieszczęścia chodzą parami...
Obiecałam, więc piszę.
A było tak:

1. Najpierw z daleka przyjechała ciocia. Przyjechała, nie - ot, tak sobie - ale na operację głowy...
Martwiliśmy się, biegaliśmy do szpitala i trzymaliśmy kciuki za zabieg. Na szczęście wszystko poszło dobrze.
Ciocia wyszła ze szpitala w któryś tam czwartek - na własne życzenie - i od tamtej pory jest u nas, uczy się chodzić, wypoczywa, zdrowieje.

2. Następnego dnia po wyjściu cioci, czyli w piątek, bratowa poszła na badania do szpitala (była w ciąży). Okazało się, że wystąpiły pewne trudności i że życie dziecka jest zagrożone. Kazali jej zostać w szpitalu i czekać. Czekać na zabieg - cesarskie cięcie.
Dzięki Bogu wszystko się udało i moja mała bratanica jest zdrowym, maleńkim cudem.

3. W tym samym czasie moja mama zajmowała się pierwszym dzieckiem brata i bratowej, znanym Wam z opowiadań, moim chrześniakiem. W rezultacie przywiozła go do nas, do domu, biorąc pod uwagę, że trzeba też trochę zająć się ciocią, a na odległość nie będzie to możliwe.

4. Wszystko było dobrze do pewnego momentu.
Mama w weekend poczuła się źle. Zażywała jakieś witaminy, leki - nic. W poniedziałek rano nie mogła wstać z łóżka.
Okazało się, że to zapalenie oskrzeli.
Nie poszłam na zajęcia i zostałam z całą trójką (mamą, ciocią i Miśkiem). Zaznaczę, że ja też nie czułam się najlepiej, ale to było na szczęście tylko chwilowe.

5. Następnego dnia rozchorował się tata.
Później Młody.
W końcu doszło do Miśka.
I do cioci!

Epidemia!
Nikt nie miał apetytu, wszyscy kaszleli i gorączkowali...

6. Kilka dni mieszkał u nas brat, ponieważ mały ciężko znosi rozstanie z rodzicami. Kiedy jednak bratowa z dzieciątkiem wróciła do domu, jeszcze baliśmy się powrotu Miśka do domu, bo przecież mógłby zarazić mamę lub siostrę, w końcu bardzo słabe. Dlatego Misiek był u nas jeszcze przez kilka dni.

7. W całym tym bałaganie pozostałam jedyną osobą zdrową i sprawną, więc czekało na mnie naprawdę ciężkie zadanie.
Nie chodzi tylko o zakupy i czuwanie nad domem.
Nastroje chorych doprowadzały mnie niemal do szewskiej pasji. Można by napisać pracę na temat: "Jak choroba wpływa na konflikty w rodzinie". Ale dałam radę i jestem z siebie dumna. ;)

Na szczęście wszyscy powoli się wykurowali - rodzice jeszcze trochę kaszlą, ale to niewspółmiernie mało w porównaniu do wcześniejszego ich stanu.

I tak wyglądał u nas ten długi, trudny czas, trwający kilka tygodni. Na szczęście Pan Bóg jakoś doprowadził do końca całej sytuacji. :)
Obecnie opiekujemy się tylko ciocią, której zresztą idzie coraz lepiej. :)

To tyle. :)
Dzięki za wsparcie. :)
czwartek, 08 marca 2007
Bardzo nieoryginalnie
Kobiety kochane!
Matki, żony i kochanki!
Córki, synowe i teściowe!
Zakochane i nie!
Ładne i ładniejsze!
Wszystkie!
 
 
Ognisty tulipan, który cieszy dłonie.
 
 
W naszym dniu życzę Wam i sobie,
abyśmy zawsze inspirowały świat naszą kobiecością,
abyśmy nigdy nie żałowały tego, kim jesteśmy,
i aby mężczyźni zawsze nas kochali i szanowali za to po prostu, że istniejemy
i za to, jak istniejemy.
 
Bo wszystkie jesteśmy piękne i wyjątkowe. :)
 
1 , 2