Zakładki:
Autorka ;)
Czytam
Czytam i nie znam
Dziennikarstwo
Foto
Kobiety i mężczyźni
Kraków
Książki
Kuchnia
Poezja
POMOC
Sznurki
Sztuka
Wiara
Włoskie
WWW
Zabawne
Zapomniane?



środa, 31 maja 2006
Lisie, proszę, oto i notka. :)

Dzisiaj zszokował mnie jeden artykuł w "Metro", ale o tym może kiedy indziej, bo nie mogę go znaleźć na necie. Znalazłam inny, też ciekawy.
Tu.

A co u mnie?

Kolorowo. :)
Znowu same cuda, że aż się o nie człowiek potyka na każdym kroku...
Dużo do roboty, mało czasu, mało snu.
Ale nie narzekam, o nie! :)

Jutro ReVolucja w Opolu!!!
Trzeba oglądać. :) Tak bardzo się cieszę...!

Dzisiaj jeszcze akcja w Mc Donald's... ;) No, i kto to widział?
Kto nie widział, dziś zobaczy. ;)

Pogoda jest taka, jaka powinna być właśnie podczas sesji.
Deszczowo, zimnawo... no i bardzo dobrze!
Bo jak człowiek ma siedzieć dniami i nocami nad tym, czy owym, skserowanym, czy spisanym, łykać dużo czarnego płynu i podtrzymywać opadające powieki zapałkami...
...to woli nie mieć świadomości, że ten czas mógłby spędzać na przyjemnym wylegiwaniu się w objęciach promieni słonecznych i słodkim lenistwie, na lodach z bitą śmietaną, czy pysznej, gorącej czekoladzie...

Abstrahując od tematu: wczoraj oglądałam uroczy film.
Znawcy mi powiedzą, że stary. :)
"Szkoła uczuć".
Może stary, ale wyciskacz łez konkretny...
W każdym razie polecam.

Plecionka dziś opowiedziała kawał:
Pytają się magistra, ile mu zajmie nauka chińskiego: No, chiński - trudny język... Jakieś 3 lata - odpowiada.
O to samo pytają doktora: Nooo, jakieś 2 lata.
O to samo pytają profesora: No, to trzeba by było roku.
W końcu przychodzą do studenta: A na kiedy trzeba?!


W związku z powyższym pozdrawiam:
1. Znękanych studentów.
2. Znudzonych maturzystów.
3. Lisicę, która stała się bodźcem do przelania tych nieskładnych myśli drogą internetową...

niedziela, 28 maja 2006
Benedetto! Dio Te eletto! :)

Było fantastycznie, genialnie, aż brak mi słów!

Naprawdę, aż sama się zdziwiłam, kiedy zobaczyłam tylu ludzi, połączonych modlitwą, prawdziwą modlitwą...

I po raz pierwszy brałam udział w takim wydarzeniu w trochę innej roli. I jestem szczęśliwa, jeśli to cokolwiek pomogło.

Było pięknie i chyba można powiedzieć, że Polska Go pokochała, i raczej z wzajemnością... :)

piątek, 26 maja 2006
Nie lękajcie się, Ja jestem z wami... :)

Witamy Ojca Świętego! :)

"Kraków wita Cię, Kraków dziękuję Ci... Jesteś wśród nas."

To będą pracowite i święte dni! :)

środa, 24 maja 2006
Szast, prast i wracam do nauki.

Zastanawialiście się, na czym właściwie polega słynna, pożądana, piękna młodość?
Mówię o tej duchowej i tej w sensie wieku.
Bo mnie to teraz jawi się bardzo jasno.
Według wieloletnich obserwacji i takich tam... ;)

Prawdziwa młodość pełna jest nadziei.
No, można mówić, że to slogan, frazes, czy coś... Ale nie, no naprawdę tak myślę.
Chodzi mi choćby o marzenia.
Człowiek młody wierzy, że marzenie może się spełnić.
Ba, nie tylko w to wierzy, ale robi wszystko, żeby je urzeczywistnić.
Nie mówię tu oczywiście o abstrakcyjnych marzeniach (bo są i tacy, bujający w obłokach, którym śnią się utopie), ale o takich normalnych, zwykłych, i tak naprawdę realnych.
Pewnie w dzieciństwie zetknęliście się z tym, że mieliście jakiś zwariowany plan, pomysł, podczas, gdy ktoś dorosły, słysząc go, sprowadził Was na ziemię, mówiąc, że to i tak się nie uda.
("Nie, nie zostaniesz aktorką, bo nie masz tatusia w telewizji."
"Nigdy nie pojedziesz na wycieczkę dookoła świata, bo nie będziesz miała na to pieniędzy."
"Nie będziesz pisać wierszy, bo nie uda Ci się wybić"... I tak dalej, i tak dalej.

Nie mówię, że nie rozumiem tych odpowiedzi - przeciwnie, świetnie je rozumiem. Ale trzeba mieć świadomość, że jeśli się do czegoś naprawdę dąży, to historia pokazuje, że człowiek może wiele zdziałać...)

Młodość polega właśnie na nadziei, że to naprawdę może się udać! :)

poniedziałek, 22 maja 2006
Trzeba by było łyknąć odrobinkę wiedzy, z takim samym zapałem, jak dzisiaj łyka się promienie słońca. Ja na ten przykład łykam od samego rana. :)
Przy okazji myślę nad jakąś nową formą spełniania się, kształcenia, itp... Masochizm. ;)
Ale co, trzeba się doskonalić w końcu, nie?
Dobrze mówię?! ;)

"Dobrze" - zgodnie przytaknęli czytelnicy.
Co racja, to racja w końcu... ;)
niedziela, 21 maja 2006
O je je je je, Harley szaleje! ;)

Było revolucyjnie... yyy, rewelacyjnie znaczy! ;)
Najpierw kłopoty z PKP, potem przechadzka po Krakowie, w końcu odpowiedni pociąg w odpowiednią stronę.

Wysiadka w Bochni.
Plecionka i Jej Cudowna Mama. :)
Poznałyśmy Rodzinę, oj, przesympatycznie! :)
Lody i kilka słów z Revolucją.
Spotkanie Lucasa, Kasi i Majówki.
Koncert. :)
Zdjęcia, zdjęcia, zdjęcia!

I nagle...
ONE!!!


... Genialne Motory Harley Davidson...
Naprawdę...
Coś pięknego! :) :) :)

Potem w końcu zwizualizowaliśmy się z Goldenem.
Później konkurs na toczenie beczki. :)
Powrót 3 km za Bochnię. ;)

Szybki grill - w końcu zapłonął... ;)
Pyszne jedzenie!
Powrót do Krakowa.

Było cudownie!
Dziękuję, Plecionko, dziękuję, Kasiu, dziękuję, Mamo Plecionki! :*

Eh...
Ostatnie takie szaleństwo przed sesją... :/

piątek, 19 maja 2006

"Zakochani"

Siedli na ławce przytuleni, sami,
szarzy, jak gdyby dobyci z popiołu.
Ona wspomniała szafę z ubraniami,
on widział w dali łunę, gdzie u dołu

miasto padało w gruz i w rumowisko.
Widzieli chmury, płynące po niebie,
i wdzięczni ławce, przytuleni blisko,
szarzy jak popiół, trwali obok siebie.

Było im na tej ławce tak wygodnie.
Wdzięczni jej byli, że ich przytulała,
jakby to było właśnie ich mieszkanie.

I ławka też im była niezawodnie
wdzięczna, gdyż bardzo dawno już czekała
na zakochanych, którzy spoczną na niej.

Johannes R. Becher

Aha, jak się Państwu podoba nowy image bloga?
Bo Autorka zaszalała, zazieleniła się i niebawem zakwitnie, pewnie różowym kwieciem... ;)

No to jutro zdobywamy Bochnię. :)
Będzie miło, na pewno. :)


środa, 17 maja 2006

Mam jutro dwa bardzo ważne egzaminy...

Cóż więc robię?

...

Maluję paznokcie...

:|

niedziela, 14 maja 2006
Big day...

Są jaja!!!

Jak to powiedział sam !o!eq: "skalarki się okociły"!

A nie, przepraszam, powiedział: "MOJE skalarki się okociły"! ;)

Tak, potwierdzam, powiększyło się Lolkowe stadko. :)

Tak na oko o jedyne 50 osobników...

Się śmieję, że zgarnę na kawior... ;)

Tymczasem w akwarium trwa walka. Rodzice pilnują liścia, na którym samiczka złożyła jaja, żeby je przypadkiem pozostałe dwa skalary, mieczyk, glonojad i żaby nie zeżarły.

I jak tak patrzę, to mam wrażenie, że to chyba coś więcej niż instynkt rodzicielski... A jeśli nie, to Natura jest po prostu... przegenialna. :)

sobota, 13 maja 2006
Juve, Juve, Juve, Juvenalia!

Moje pierwsze...
Nie świętuję ich jakoś specjalnie, bo nie lubię tłoku i latających butelek, ale uznaję, że to ciekawa impreza.
Oczywiście nie mam na myśli chamskich wyczynów niektórych świętujących, ale tak to już jest, że wszędzie tacy się znajdą.
Nie mówię również o zalanych w trupa, których spotyka się w tym momencie nagminnie, ale, co tu duzo ukrywać, nie tylko studenci, ale generalnie większość ludzi w tym wieku (i nie tylko) uważa, że impreza jest po to, żeby się fajnie upić... Całe szczęście, że tylko/aż większość.

Pomimo wyżej wymienionych argumentów na "nie", uważam, że Juvenalia muszą być.
Jedna sprawa: to tradycja.
Druga: byłoby dziwne, gdyby Miasto Studentów nie miało Święta Studentów.
Trzecia: No, niektóre przebrania są naprawdę fajne, a ludzie mają dużo fantazji. To apropos wczorajszego korowodu.

Natomiast wczoraj, jadąc autobusem, Angel i ja, się nasłuchałyśmy tyle o tej "aroganckiej młodzieży", że to aż śmieszne!
Owszem, autobus stał jakiś czas w miejscu - ruch był wstrzymany przez setki studentów, idące korowodem - ale kierowca otworzył drzwi i kto chciał - mógł wysiąść.
Jedna z pań jednak nie przestawała narzekać, że jak tak można, że studenci powinni przepuścić autobus, itd.
Taaa... Musieliby stawać co 2 minuty i przepuszczać pojazdy MPK.
Nie tłumaczyłam tej pani, że wtedy pochód trwałby znacznie dłużej, a tak - przejdą i spokój.
Kobieta wydzierała się na kierowcę, na pasażerów, którzy byli innego zdania.
W końcu autobus ruszył spod Bagateli.
Pani wysiadła strasznie daleko, bo...
...na następnym przystanku, przy Dworcu.

Czemu nie wysiadła wtedy, kiedy staliśmy, ja się pytam?!
Tak strasznie daleko nie miała...!
Ale cóż... Lepiej narzekać, nie?

 
1 , 2