Zakładki:
Autorka ;)
Czytam
Czytam i nie znam
Dziennikarstwo
Foto
Kobiety i mężczyźni
Kraków
Książki
Kuchnia
Poezja
POMOC
Sznurki
Sztuka
Wiara
Włoskie
WWW
Zabawne
Zapomniane?



czwartek, 29 czerwca 2006
Z rozmów na GG.

Wrzucam wyjątkowo drugą notkę tego dnia, ale uśmiałam się, nooo... :)

Ja: Sorry, że tak wolno piszę, ale łapkę sobie poparzyłam jedną.
Caro: LOL Czyli gotowałaś
Ja: No. :D
Caro: Ktoś to chociaż zjadł?
Ja: No.
Ja: Przeżyli. :D
Caro: Zobaczymy jutro


...

Być kobietą, być kobietą...

Taaa...

Szuflady już się mają nieźle. Nie powiem, że świetnie... Korci mnie, żeby połowę ich zawartości wyrzucić, spalić, albo co... ale się opanowuję. Już i tak dzisiaj znaczna część moich ambitnych, niedokończonych oczywiście, opowiadań z dzieciństwa znalazła się w koszu. Na wszelki wypadek potargałam, żeby nikt już nie mógł się z nich śmiać. ;) Eh!

Zostają jednak wiersze sprzed wielu lat. Te, dokładnie odatowane, przypominają mi czasy, w których je pisałam. Nie mają wielkiej wartości artystycznej, za to olbrzymią sentymentalną. :) Niektóre. Inne już, już, pchają mi się w łapki do targania... Ale postanowiłam, że kiedyś je poukładam, przerobię na wersję komputerową i będzie. No to zostają.

Ale teraz przede mną najgorsze.
S Z A F A !
Brrr!
Wiecie, jak to jest z torebkami kobiecymi? Linka ostatnio o nich pisała.
No.
To znacznie gorzej jest z kobiecymi szafami.
Po pierwsze dlatego, że są znacznie większe.
Po drugie: są składem wszystkiego, czego nie zdążyło się gdzieś upchnąć wcześniej, a tu ktoś właśnie wchodzi do pokoju i trzeba się pochwalić względnym (u mnie bardzo względnym) porządkiem.
Po trzecie: mają tę nieprzyjemną wadę, że bardzo szybko się napełniają. Nagle dochodzi do momentu, że kiedy otwiera się ich drzwi, nie ma takiej opcji, żeby coś z wewnątrz nie wypadło, najczęściej na głowę otwierającego.
Po czwarte: nigdy nie wie się, co leży na dnie. Można tam znaleźć dosłownie wszystko! /W serialach zwykle znajduje się tam kochanka żony. ;)/

Dlatego, jak widzicie, specjalnie mi się nie spieszy do nurkowania w szafie. Może natknę się na Czarownicę, albo Lwa, albo jakieś ciuchy, w których nie chodzę od lat, ale żal będzie je wyrzucić?
Każda z wymienionych opcji bardzo prawdopodobna. :)

Tymczasem idę przygotować coś na ząb. Oni (domownicy) chyba nie wiedzą na co się skazują... I to dobrowolnie. Sesese... ;) 

wtorek, 27 czerwca 2006
Do widzenia!
Ciężki dzień.

4:30 nad ranem. Pobudka. Sen nie przyjdzie, bo nawet go już wtedy nie potrzeba. Budzik się budzi melodyjnie. Tuż po moim operowym ziewnięciu.
Za oknem burzowo. Piorunujące wrażenie. O, tak!
Dziwnym trafem dżinsy nawet nie zmokły. Czarny parasol lekko szeptał kroplami o podłogę w autobusie.
Potem wędrowanie to tam, to tu, autobusy, tramwaje, skwar - uff, jak gorąco!
Czyli zamieszanie na śniadanie.
I jeszcze kuleczki zbożowe z miodem i mlekiem. Ale pozytywnie.
I niebieski Solaris. Niskopodłogowy. Przyjemny? Hmm...
Akcja. Walka z kurzem. Niepotrzebności biurkowe wykurzone doszczętnie. Przynajmniej na dziś.
Potem znów MPK, "wycieczka" do centrum, z Tatą pod pachą i z nadzieją, że dowiem się czegoś nowego.
I nic.
Ale lody czerwono - pomarańczowo - waniliowo - wiśniowe poprawiają nastrój. I jeszcze truskawki. Truskawkowo - śmietankowy time.
I cichutka praca komputera. Coś tam znajomo mruga, świeci, śpiewa, mówi.
Ból głowy przypomina, że istnieje coś takiego, co regeneruje siły...

... Dobranoc! :) 
poniedziałek, 26 czerwca 2006
"Bliskie już pory pożegnań"

Trąba wiatru
z lasów
zeschłe nuty liści
niesie
na pól
postarzałe partytury —
bliskie już pory pożegnań

O, jak spopiela się na niebie
twoje spojrzenie
jak palce wiążą
supeł mroku

W pustych gniazdach
październik
układa do snu pisklęta
narodzonych ze smutku piosenek.

Elżbieta Cichla - Czarniawska

P.S. Wracajcie prędko!

sobota, 24 czerwca 2006
I co? Wakacje, znów są wakacje... ;)
Lis się dopomina, to muszę popisać (się), no bo co? ;)
Poza tym Lolek już nie chce się pojawiać tak od razu na tej stronie, zaraz po otwarciu i w ogóle, więc muszę tutaj coś wrzucić, żeby nie było, że cały internet do niego wzdycha.
Tylko pół. ;)


Jestem po session impossible. :) Radocha ogromna, że już właśnie po. Chociaż wciąż jeszcze nie wiadomo ostatecznie ile i za co, ale cóż... W końcu jak jest się zapracowanym, to tak jest... Wr! (Nie komentuję więcej tematu).
Tak, czy owak, tym razem z tarczą, nie na tarczy. Kolejne zadanie zakończone - jeszcze nie doszłyśmy z dziewczynami do etapu z niebieskimi kostiumami supermana, ale uczymy się skakać... ;)

Ostatni egzamin oblewałam z Lisicą i jej Pepsi. Obie odwiozły mnie do domu. Takie Lisowate bodyguardy. ;) Dzięki, Szaleńcze! ;)

W sumie u mnie kolorowo - dzisiaj szybkie, ale jakże owocne zakupy. Tak, i to jest to, co LolKi lubią najbardziej (znaczy, to jest jedna z tych rzeczy, które LolKi lubią najbardziej, bo oprócz tego, to jest jeszcze parę osób, no i chipsy, nie?).
Potem był Łaciaty Ślub i świętowanie w salce. Krótkie, bo krótkie, ale tyyyyle pysznych ciast - tak, że oczy pałaszowały, ale reszta ciała już nie mogła, bo by napęczniała, jak balon, a LolK nie chciałaby być balonem, więc postanowiła się ograniczyć, zjadła 2 kawałki, a na resztę tylko patrzyła z niemym zachwytem. ;)
No, powiedzmy, że prawie niemym, bo jak się zaczęła rzucać po stole ze śmiechu, to to takie nieme do końca nie było. :)

Następnie skoczyłam szybciutko do Pievonka, którego chciałam niniejszym mocno pozdrowić, bo biedulka musi zakuwać, inaczej cienkie perpektywy... :P :P :P Nie martw się, Pievon, wszystkich nas to czeka. ;) A Ty będziesz Miss Klatek, zobaczysz! ;)

Taki to w ogóle zabiegany czas... Wszyscy najbliźsi jadą w Pievony (sorrówa, wiem, ochrona danych osobowych), a ja zostaję. Jedni na rekolekcje, inni do Włoch (Marta, to o Tobie, Szczęściaro), jeszcze inni do Stolicy... Ehhh... To co?
"To ja sobie tak sam posiedzę, bo przecież ja nie znam ciebie, ty nie znasz mnie..." :D
Nudzić się pewnie nie będę, ale Myszki Moje Złote, SMSujcie, co? :)
wtorek, 20 czerwca 2006
Tajemnica!

Szybko, bo szybko, w przelocie wręcz (fly... ;) ) wskakuję, żeby zdradzić Wam tajemnicę, która ostatnio Was nieco niepokoiła.

W piątek wieczorem dostałam SMSa:

"Cześć. Mam na imię Marcin. Mam 16 lat."

A teraz przyczyna treści SMSa. ;)

A teraz z profilu.

I co?

Młodziej? ;)

Młody teraz cały czas zwraca się do mnie: "Starsza siostro". ;)

sobota, 17 czerwca 2006

Psze Państwa Szanownego!

LolK chciałaby się pochwalić.

Od wczoraj ma młodsze rodzeństwo. :D

Na razie nie powie nic więcej, bo to słodka tajemnica, ale kiedy już rodzeństwo da się sfotografować, to może nawet zamieści tutaj jakowąś podobiznę...

Jeszcze LolK może doda tyle, że zarzuca się jej starość. A to wszystko w tym kontekście. Pfff!

Tak, czy inaczej, LolK ma zamiar dzisiaj żurować. ;) Zobaczymy, co z tego wyjdzie. A, i jeszcze może jakaś nauka dziś, co? ... Taa. ;)

czwartek, 15 czerwca 2006

Oj, ale mnie zmęczyło to leniuchowanie. ;)

Na szczęście niedługie, bo od wczoraj, a od jutra (a w sumie od dziś) powinnam zrobić ho, ho, ho i jeszcze trochę...

Ale już bliżej niż dalej, więc nie jest źle. :)

Dobranoc! 

sobota, 10 czerwca 2006
Cieplutko
Wiecie, jak to z LolKą jest...
Wiecie, nie?
Jasne, że wiecie.
LolK też wie.
No.
Nie wiem, o co mi chodzi, ale tak se to chciałam napisać ("se", żeby nie było, przewidziane). ;)

I wiecie co?
Jak Mój Mały Włoski Przyjaciel zasypia przy moim "aaa, kotki dwa", to mi się jakoś ciepło robi tam w środku. :)

A jeszcze cieplej było dziś z pewnym Aniołkiem na zakupach. :) :*

Całuję soczyście! ;)

P.S. Dziś szaleństwo (tak, tak, szaleństwo, dobzie, dobzie! :D) na urodzinach. Będzie fajnie. :)
Szkoda, że mi się przestała podobać bluzka, którą kupiłam kiedyś wręcz w ekstazie i z niepohamowaną pasją chciałam mieć okazję, żeby w niej gdzieś wyjść... a teraz patrzę na siebie w niej i myślę, że coś tu nie gra... No, a jej premiera miała być dziś. No, cóż, zobaczymy. ;) 
środa, 07 czerwca 2006

Kto stąpa boso po najstarszych krakowskich traktach, stając się równocześnie widowiskiem i atrakcją dla rzesz turystów, porównywalną do Białej Damy spod Kościoła Mariackiego?

Kto, ja się pytam?

:)

Heh. Tak jest. Otóż to. LolK we własnej, skromnej osobie. ;)

No, może trochę przesadziłam z tą skromnością... ;)

A powody jakże prozaiczne - kurza twarz, kiedy w końcu najulubieńsze buty przestaną mnie obcierać? Czasem chciałabym wyglądać jak kobieta, nie? ;)

Pozdrawiam zapracowana, zabiegana i obtarta, ale z wszędobylskim, wszechobecnym, bananiastym uśmiechem na twarzy. :)

 
1 , 2