Zakładki:
Autorka ;)
Czytam
Czytam i nie znam
Dziennikarstwo
Foto
Kobiety i mężczyźni
Kraków
Książki
Kuchnia
Poezja
POMOC
Sznurki
Sztuka
Wiara
Włoskie
WWW
Zabawne
Zapomniane?



sobota, 30 czerwca 2007
Kalejdoskop
Jutro chrzest Bratanicy.
Wszyscy biegają: zakupy, sprzątanie, sałatka, prasowanie, kąpiel (z galaretką do ciała z mango i passiflorą :) ).
Moja rola na jutro jest taka, że mam wcześniej pobiec do kościoła i zająć pierwszą ławkę. ;)
Całą ławkę, co by się zmieścili rodzice, chrzestni i główna zainteresowana.

Po najważniejszej części, czyli udzieleniu jej sakramentu chrztu, cała rodzina uda się na uroczysty obiad.
Pewnie to świętowanie zajmie nam trochę czasu...

To taka fajna sprawa: widzieć, jak rośnie kolejne pokolenie.
Jutro z nami będzie świętować trójka trzylatków, no i oczywiście moja półroczna Bratanica.
Do niedawna byłam najmłodsza w rodzinie. A teraz?
Czas ucieka nie wiadomo kiedy i nie wiadomo gdzie...

Pewnie posiedzimy razem do wieczora (pewnie późnego).
No i jeszcze okazało się, że część gości nocuje u nas.
No więc trzeba ugościć, ciasto, ciasteczka, rozmowa.
A rano praca...

Ostatnio kładę się spać przed 22.
Dodatkowo w ciągu dnia śpię po 2 - 3 godziny.
Nie mogę inaczej!
Po prostu ostatnie tak wczesne wstawanie jest dla mojego organizmu drastyczną zmianą przyzwyczajeń.

Wczoraj, wracając z pracy, miałam szczęście spotkać dawną znajomą.
Pomogła mi wtaszczyć się ze wszystkim do autobusu, a potem nawet oferowała odprowadzenie mnie do domu, kiedy nagle źle się poczułam.
Nie wiem, co się dzieje.
Czy to kwestia braku snu (przecież śpię tyle godzin w ciągu dnia i nocy!), czy zmęczenia?
Wczoraj zaopatrzyłam się w zapas owoców.
Prowiant już się kończy, a ja nadal czuję się jakaś taka niewyraźna...
Ból głowy, ból mięśni, osłabienie, plamy przed oczami, zakręty głowy... Czasem po prostu czuję, że muszę się położyć.

Mam nadzieję, że to szybko minie.
W końcu od poniedziałku znów bieganie tu i tam...
Kalejdoskop.

No i chrzest - radosna okazja... ale mam nadzieję, że świętowanie ukoronuję "długim", spokojnym snem. I że poranna pobudka przyjdzie mi w miarę łatwo.
wtorek, 26 czerwca 2007
Czereśniogłód
M wyjechał, więc zastępuję go w pracy. Potem ja wyjadę i będę szukać ochotnika na moje miejsce. (Jak chcecie, to... )

Od dwóch dni - ze wszytkim pod górkę.
A to spóźniłam się pół godziny (bo zamknęli kawałek ulicy), a to znów nie wiedziałam, w którym miejscu mam być, a to znów złapał mnie deszcz taki, że nie zostawił na mnie suchej nitki... Brr! I nawet nie bardzo mam gdzie wysuszyć rzeczy.

Poza tym mam czereśniogłód.
Normalnie cały czas chce mi się czereśni.
Ktoś ma sad jakiś, czy coś? (Lisie, tak, wiem, Ty. ;) )
Ja właściwie też mam, tylko to jakieś 100 km od Krakowa jest i raczej nie mam kiedy wpaść sobie nazrywać owoców...

Mam jeszcze straaaszną ochotę na możliwie najkwaśniejsze żelki, jakie są...
Eh! Babskie kaprysy. ;)

Idę spać.
Wstawanie o 5:45 daje się we znaki...
Pozdrawiam Was pracowicie.
sobota, 23 czerwca 2007
Noc filmowa

Najpierw poszliśmy na horror.
Ogólnie nie cierpię tego gatunku...
Ale obiecałam M, że na niego pójdziemy, a poza tym reszta towarzystwa też była za.
Przetrwałam kilka pierwszych scen... a całą resztę, czyli jakieś następne 2 godziny, przesiedziałam z zamkniętymi oczyma u boku M, który oczywiście oglądnął film w całości bez zmrużenia oka. ;)

Następnie była komedia romantyczna. :)
Sympatyczna, z Jennifer Anniston.
To mnie nieco ożywiło i rozbawiło.
No i oczywiście wzruszyło, jak to z założenia powinno być.

Na końcu piękny finał, czyli "300".
Świetny, świetny, świetny film!
Na podstawie wydarzeń historycznych i w oparciu o komiks (takie właśnie fajne, komiksowe ujęcia).
Pokazano realia życia starożytnych kultur, wychowanie spartańskie, ale także ideały takie, jak miłość do ojczyzny, honor, godność, męstwo, a także ludzka miłość i równość, choć jednocześnie różność, kobiet i mężczyzn, wartość rodziny.

A dziś dzień marudzenia i wkurzenia totalnego.
Denervosia Megawielkus.
Nie wiem, jakieś ziółka (bez obrazy dla Agnieszki) sobie zaparzę, albo coś...
Ugryzę kogoś, albo coś rozwalę...?
Może coś potnę, albo wyrzucę przez okno?
Bez kija nie podchodź...
Gr!

czwartek, 21 czerwca 2007
Monika przyjechała, poinformowała nas o tym i o owym, tym samym siejąc nieposkromioną chęć przygody. Na razie to tylko małe ziarenko w moim umyśle, ale kto wie, co z niego wykiełkuje kiedyś?
Na razie podlewam tę myśl zapałem, żeby nie uschła, aż do czasu, kiedy będzie wykonalna. A wtedy zobaczymy, czy znajdę coś, co mi się spodoba i czy będę się do tego nadawać. :)
Tymczasem polecam strony internetowe - świeżo wpisane w moich "Sznurkach" - m. in. Młodzież.

Dzisiaj niezwykle interesująca i angażująca konwersacja z pewną siostrą zakonną, która jest zaledwie po czterdziestce, a na swoim koncie ma już dziesięć ukończonych specjalności i kilka odmiennych zawodów, które wykonywała/wykonuje.
Załamujące i pocieszające zarazem.
Z jednej strony: Ja jestem w trakcie moich jedynych dotąd studiów, narzekam na ilość nauki, zajęć, brak czasu, itd. Jak mogę szukać pracy, widząc TAKĄ konkurencję? Jak sobie dam radę w życiu, w którym najbardziej przydatne jest doświadczenie - którego nie mam...?
Z drugiej strony: Czyli tak można! Da się połączyć kilka działań, wykonywać je równocześnie i być dobrym w tym, co się robi. Trzeba ryzykować i próbować! (Z rozsądkiem, oczywiście). Więcej wiary w siebie, we własne siły i zdolności!
Tym samym Siostra nieświadomie utwierdziła mnie w poszukiwaniach drugiego kierunku. Nie wiem, czy podołam... Ale mogę zawsze spróbować.

Poza tym, po wyjściu na zewnątrz, zobaczyłam dziwną rozbieżność między spokojnym światem życia wiarą, i głównie nią, a pogoni za pieniądzem, nowymi trendami...
Przez chwilę czułam się, jakbym naprawdę wskoczyła w inny wymiar... Ze spokojnej ciszy - w huk uliczny.
To pierwsze bardziej mi się podobało.
I przy tym zostaję.
wtorek, 19 czerwca 2007
Kapeluszowo

 

 


 

sobota, 16 czerwca 2007
Wrażenia
Zmęczona, ale zadowolona po koncercie. :)
Mam nadzieję, że dziewczyny też.
Dużo dobrych ludzi, fajna muzyka, niezła zabawa, "rodząca żona gitarzysty"... ;)

Nóżki bolą, ale serce przepełnione ciepłem, bijącym od bezinteresowności ludzkiej, która wyrażała się w ich darach, często bardzo hojnych!
Ale taka hojność przecież nie mierzy się w złotówkach...
Ważne jest serce.
:)

Brawa dla Nieszki i Dorotki oraz wszystkich, którzy im pomogli!
poniedziałek, 11 czerwca 2007
Pomocne dłonie - koncert dla Magdy

Magda Turczyn to 27 - letnia krośnianka i młoda lekarka zarazem. Jest chora na nowotwór złośliwy, zaatakował on jej lewy oczodół. Magda jest już po bardzo kosztownej operacji w Hannoverze, która miała ocalić jej oko. Niestety operacja nie powiodła się. Magdę czeka jeszcze długotrwałe i bardzo kosztowne leczenie, m. in. radioterapia, której przeprowadzenie także planowane jest w klinice w Niemczech. Niestety, jako młoda osoba, nie dysponuje takimi środkami pieniężnymi, a wcześniejsza operacja też nadszarpnęła jej budżet (kosztowała 160 tys. zł). Stąd też idea zorganizowania koncertu na jej rzecz.
Zapraszamy serdecznie!

Sobota, 16 czerwca 2007, godzina 16:00 - 19:00, plac przed kościołem oo. franciszkanów w Krakowie (ul. Franciszkańska, na wprost "Okna Papieskiego").

Dla Magdy zagrają:
YesKiezSirumem oraz Milefoli

Zapraszam w imieniu (również swoim, ale przede wszystkim) Nieszki i Dorotki, które podjęły się organizacji tego dzieła. :)

Pomóż i Ty!

sobota, 09 czerwca 2007
Leniwie

Nie chce mi się. Totalnie. Wiem, że mam jeszcze czas, ale po co go marnować na coś bezsensownego? Bo w sumie teraz nic więcej mnie nie trzyma. Do projektu zrobiłabym dokumentację, ale biblioteki zamknięte. Prezentację multimedialną zrobiłam, mogłabym ją poprawić, ale nikomu jej nie wyślę, bo jest za duża. Czyli generalnie zostaję sam na sam z socjologią. No, w otoczeniu są jeszcze inni ludzie, ale ponieważ humor mi nie dopisuje jakoś, lepiej, żeby się nie zbliżali... ;)

No. Śliczna pogoda, można by coś zrobić, gdzieś iść.
Zastanawiam się nad wytarganiem notatek gdzieś do parku, czy coś...
Młody pojechał na Słowację. :) Ale mu fajnie.
A ja siedzę, trę oczy, bo nadal coś tam nie tak z nimi, i w dodatku kompletnie nie mogę się na niczym skupić...

Może i nie mam od czego odpocząć, bo przecież niewiele robię ostatnio... Ale wakacje i tak się przydadzą.
Jak najszybciej!
Jak najdalej!
Takie spokojne, bez pośpiechu, uśmiechnięte, w najlepszym towarzystwie...

niedziela, 03 czerwca 2007
03.06.2007r.
Kraków
PODANIE
Do Szanownych Czytelników Pejzażu Sentymentalnego

Uprzejmie proszę o aktywne wspieranie poczynanań egzaminacyjnych Autorki.
Będzie się to odnosiło głównie do dnia jutrzejszego, następnego oraz 14. 06. br.

Oczekuję na pozytywne rozpatrzenie mojej prośby.
Z góry dziękuję.