Zakładki:
Autorka ;)
Czytam
Czytam i nie znam
Dziennikarstwo
Foto
Kobiety i mężczyźni
Kraków
Książki
Kuchnia
Poezja
POMOC
Sznurki
Sztuka
Wiara
Włoskie
WWW
Zabawne
Zapomniane?



poniedziałek, 31 lipca 2006
Siurprajs

Ależ jestem ucieszona!!!
MoŁi wczoraj zrobił mi olbrzymią niespodziankę. :)
Sprawił, że litery ze słów, które kiedyś przemykały mi przez myśli, ułożyły się w zupełnie nowe treści, bardziej kolorowe, głębsze, ciekawsze. Aż chce się to czytać!
Nie wiem, co z tym zrobimy. Chyba chcielibyśmy pokazać to światu. Ale do tego potrzebne są finanse. :| Spore chyba.
No, to jakby ktoś czasem znał wydawcę jakiegoś, albo sponsora ewentualnie, to znacie moje namiary. ;) Tymczasem, trzeba się będzie rzucić w wir artystycznych uniesień... Nie powiem, zmotywowało mnie to nieźle. Zobaczymy, co będzie dalej.
"Niech się dzieje wola Nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba"!

Poczekamy, zobaczymy...

sobota, 29 lipca 2006
Pytanie

- Co dzika kaczka, rodem ze "Z kamerą wśród zwierząt", robi na jednym z osiedli w centrum Nowej Huty?

- Odpowiedź jest prosta. Przechadza się. Nawet przez ulicę. Nawet beztrosko.

Eh, wszędzie ta polityka! ;)

piątek, 28 lipca 2006

No.

To od dzisiaj jestem kobieta pracująca, tak?

Znaczy od dzisiaj "szczególnie" pracująca, bo tak w ogóle pracująca, to byłam już wcześniej, ale tylko dorywczo. Od dziś, o ile sprostam wymaganiom trzytygodniowej próby, zaczyna się jazda bez trzymanki. :)

Padam na pyszczek normalnie.

6 godzin stania... ba, biegania. Pytania, szukania, oceniania... 

Ale nie narzekam, wręcz jestem zadowolona. :) Moje nogi mniej, ale nogi i ryby w końcu głosu nie mają. Toteż luz. ;)

Wskakuję do wanny, szamam kolację i sruu pod kołderkę. Mam pewność, że tym razem problemów z zaśnięciem nie będzie. Żeby też nie było z rannym obudzeniem się...!

Trzymajcie kciuki za LolKę pracującą, żeby jej to wyszło... Tylko nie bokiem, dobra?

I tak pewnie będzie miała koszmary pistacjowo - malinowo - biało - brązowo - różowe...

Branoc!

czwartek, 27 lipca 2006
Na wskroś wakacyjnie

Moje notki jakieś takie wakacyjne, leniwe... Niechętnie przelewają się literami (nie litrami!) z jednej strony monitora na drugą, przewracają z boku na bok, ukazując wszystkim zainteresowanym, bądź nie, swoje wątpliwe wdzięki. Skąpo odziane w nieliczne komentarze, niczym w kolorowe bikini, wystawiają swoje jestestwo na działanie gorących promieni słonecznych, których rozgrzewająca moc przebija się nawet przez ekran monitora. Wachlują się błyskotliwymi wypowiedziami komentujących, spijają ostatnie krople wody z źródeł myśli...

Niniejszym Autorka postanawia nie zasłaniać słońca swoim ulubienicom i usunąć się w cień pod okryciem słomkowego kapelusza. 

Gdyby ktoś jej szukał, to... nie znajdzie. ;)

niedziela, 23 lipca 2006
W taką, taką ciszę...

Brrr!

Wyobraźcie sobie, że ktoś się dobierał do naszego zamka...!
No, niezbyt przyjemnie się o takiej rzeczy dowiedzieć. A prawdziwość tej informacji jest faktem.

Tymczasem zostałam sama w domu...

Z jednej strony, to lepiej, bo jak sobie pomyślę, że ktoś pod naszą nieobecność mógłby się wedrzeć do naszego domu, to się wkurzam niebywale. Nie to, żebyśmy mieli jakieś wartościowe przedmioty, bo akurat wyposażenie naszego mieszkania jest bardzo standardowe... Ale jak sobie pomyślę, że ktoś mógłby grzebać w moich szafkach, rozrzucać ubrania, zniszczyć, lub zabrać coś, co ma dla mnie wartość (głównie sentymentalną) ... to normalnie wrrr!

Z drugiej strony, myślę sobie, co ja niby miałabym zrobić, gdyby podczas mojej obecności w domu, ktoś próbował się włamać?! No, nie powiem, nie napawa mnie to specjalnym optymizmem. Bo co? Mam wyskoczyć z zastruganym ołówkiem w obronie własnej?

Kurza twarz... I pomyśleć, że w ogóle taki stresik jest możliwy. Bo przecież jako obywatel powinnam mieć zapewnione bezpieczeństwo! I nie mam raczej wątów do państwa, ale do świata. Ludzie, co się z Wami dzieje?

Tymczasem, sąsiad chyba będzie mnie bronił, jakby co. ;)
A, i pozamykałam się na wszystkie spusty. Gdyby ktoś chciał mnie odwiedzić, to proszę wcześniej się zapowiedzieć. :D
Z moim zdrowiem średnio na jeża, ale chyba będę żyć. ;)
A całą noc na szczęście przespałam bez ciągłego nasłuchiwania jakiegoś chrobotu w zamku...

sobota, 22 lipca 2006
Udar?

Taaa...

Okazało się, że nie jestem tak odporna, jak mi się wydawało.

Od samego rana leżę i kwiczę.

Oglądam szmery bajery w telewizorni.

I zdecydowanie nic mi się nie chce.

A miałam sobie wyjechać hen, hen...

Na szczęście Młody zatroszczył się o mnie i kupił mi cały zapas dietetycznego żarcia i kilka butelek wody mineralnej.

Pod ręką mam w/w artykuły spożywcze, dwa piloty (do TV i wieży), dwa telefony (stacjonarny i komórkowy) oraz dwie książeczki z krzyżówkami i długopis + termometr.

Kolorowo, nie ma co. ;)

Pozdrawiam Wiernych Czytelników!

piątek, 21 lipca 2006
Relacja

Powiem tak: poza kilkoma szczegółami było smerfastycznie. :)

Pierwszy szczegół, to epidemia.

Drugi szczegół, to niekonsekwencja, brak odpowiedzialności, czy niemyślenie o innych, zauważalne u niektórych osób z kadry.

Trzeci szczegół, to niewyspanie, związane z poprzednimi dwoma.

Poza tym było naprawdę fajnie. :)

Czułam się jak wspólnotowe dziecko. ;)

Na koniec P. Bogdan nazwał mnie "Kurczaczkiem", a jego żona: "Asią, która taaaaaaaak dużo je". :D

Nikt nie zapomni oczywiście Kornika. ;)

I tak to sobie płynął pracowicie czas spędzony w górach...

A teraz zasłużony odpoczynek. :)

Obiad i...

...

ŁÓŻKO KOCHANE!!!

:) :) :)

A jutro znowu podróż.

Za niejeden uśmiech. :)

piątek, 14 lipca 2006
To znowu to samo.

Do widzenia znów.

Jadę hen, w dalekie strony.

Porywam Caro.

I pokornie zdaję się na działalność "macek", jakby to określiła Ania z piątego roku.

Dzieci w wieku 1, 5 - kilkanaście. :)

Może wrócimy w dwóch kawałkach. :)

Wielki come back za tydzień.

:*

czwartek, 13 lipca 2006

Witam po przerwie.

Nie chce mi się za wiele pisać na razie, może jutro mi się zachce, może nie. ;)

W każdym razie 100 lat dla Lisa!

Dużo odwagi i Bożej Pomocy dla Aniołka i Pievonka!

I dużo cierpliwości dla mnie i Caro. ;) To tak na przyszłość (bo za parę dni przyjdzie nam się zmierzyć z...)

Z czym?

O tym w następnym odcinku. ;)

piątek, 07 lipca 2006
Don

To ten...

Się trzeba pożegnać.

Jutro goł ołej i łosz end goł. ;)

Jadę najeść się malin i zbrązowieć troszku. A może raczej zróżowieć...

Tata LolKowy już w tym celu przytachał z piwnicy materac. :) W tym, to znaczy w takim, żeby Córka LolKowa miała gdzie złożyć swoje, blade dotąd, ciało i poddać je cudownemu działaniu promieni słonecznych.

No... To może coś sobie przy okazji poczytam i a nuż zmądrzeję? ;)

Zobaczymy. :)

Bywajcie!

 
1 , 2