Zakładki:
Autorka ;)
Czytam
Czytam i nie znam
Dziennikarstwo
Foto
Kobiety i mężczyźni
Kraków
Książki
Kuchnia
Poezja
POMOC
Sznurki
Sztuka
Wiara
Włoskie
WWW
Zabawne
Zapomniane?



wtorek, 31 lipca 2007

Dzień z Bratanicą i Bratankiem.
5 - miesięczna Bratanica mnie uwielbia, a (jej brat) niemal 3 - letni Bratanek przy każdej okazji stara się zrobić mi na złość. ;) To nie zmienia jednak faktu, że jest strasznie mądry i... po prostu wszystko robi tak, że nie sposób się nad nim nie zachwycić, gniewać się na niego i go nie kochać. :)

I znów wypatrzone niskie ceny, z tym że tym razem to Mamę Lolową wzięło na zakupy.
Jej córkę - czyli wiadomo_kogo - dziś natomiast opanowało zawieszenie totalne.
Spadła z choinki jakby.
I cóż dodać?

Jezus Chrystus jest moim zbawieniem
Idąc z nim nie lękam się,
Bo w moim sercu gości pewność,
Że mój Pan dziś ze mną jest.

:)

niedziela, 29 lipca 2007
Jestem.

Niezbyt opalona, ale chyba wypoczęta.
Przeczytałam dwie książki Morcinka - dawniej nie lubiłam literatury tego typu, teraz świetnie mi się ją czyta.
Spróbowałam wiśni (kilogramami których w tym roku obsypało drzewka w naszym sadzie) oraz wczesnych gruszek i śliwek.
Codziennie "rozmawiałam" z Fidem. Pozdrawia Was. ;)
Byłam na Odpuście - a to jest wydarzenie we wsi. ;)
Robiłam zdjęcia, filmiki.
Znowu coś sobie kupiłam. Może z tym przesadzam, ale tutaj naprawdę się opłaca.

Miałam czas na myślenie o różnych sprawach.
To, co wymyślone, przerasta mnie trochę, ale zobaczymy.
W końcu działają jeszcze Siły Z Zewnątrz. :)

Idę odpoczywać, a zaraz jeszcze wypakowanie bagaży...
Nie chce mi się...
I jeszcze coś.

Do zobaczenia wkrótce!
środa, 18 lipca 2007

Myślę nad wyjazdem na wieś.
To mógłby być dobry pomysł...
Jest jednak wiele za i przeciw.

Gdybym zniknęła na kilka dni, oznacza to, że wybrałam pierwszą opcję.
Póki co, trwa proces zastanawiania się.

"I close my hands and pray...
I close my hands and pray to be only yours, I pray to be only yours, 'cose you're my only hope..."
poniedziałek, 16 lipca 2007

Chodzi mi po głowie piosenka Bajora.
Już od soboty.
Jeszcze przed wspinaczką mnie męczyła...
I teraz tak sobie nucę:

"Nie chcę więcej,
Twoje serce do życia wystarczy.
Twoje serce, co zagrzewa do walki o każdy dzień..."


M już wyjechał.
Kasia niedługo też wyjeżdża.
Zostaję sama...
Nie uśmiecha mi się to i w zasadzie nie wiem, co dalej.
Jeszcze kilka spraw do załatwienia...
I co? Na wieś?
Być może.
Tam odpoczywam...
Tutaj, w tej chwili, nie wiem, co ze sobą zrobić.
Nie, żeby mi brakowało zajęć.
Ale brakuje mi ludzi.
Animal sociale, prawda? ;)

Miłego wakacjowania się!

P.S. "Nie rozłączą nas pożegnania:
wracamy do siebie zawsze.
Mądre są nasze serca
i od myśli stokroć łaskawsze."

Joanna Brzostowska

niedziela, 15 lipca 2007
Zakopane
Widoki w drodze na Kasprowy Wierch
 
Wczoraj M i mnie wywiało do Zakopanego.
Jak wiadomo, bardzo lubię góry, ale moja kondycja pozostawia wiele do życzenia.
Jednak M zaryzykował. ;)
 
No i marudziłam, marudziłam, ile wlezie, ale w końcu dotarliśmy na Kasprowy, Halę Gąsienicową i... Psią Trawkę. ;)
Nazwa tego ostatniego pozostawia wiele do życzenia... Czy wymyślał ją ktoś z miłości do psów, czy w narkotycznym uniesieniu, czy też wkurzał się na psie ślady pozostawiane na trawniku... nie wiem. Ale ważne, że była tam ławka i mieliśmy chwilę odpoczynku. :)

Potem Krupówki i tłum turystów, obiad nie do końca zjedzony i super autobus z świetnym kierowcą, który wyprzedzał wszystkie inne pojazdy. :)

Dziś obudziłam się - jak to ostatnio ciągle bywa - wcześnie i mięśnie dają znać o wczorajszej wędrówce, ale delikatnie... Młody twierdzi, że to tylko na razie... ;)

Myśli moje zaprząta wiele spraw.
I jest różnie.
Myśli sprzeczność niepokoi... ale będzie dobrze.
Zawsze jest.
czwartek, 12 lipca 2007
Sprawozdanie tygodniowe

1. Bardzo serdeczne życzenia dla Lisicy, której urodziny przegapiłam, będąc na wsi rozrywaną między drzewkami owocowymi, a Fidem.

Lisico droga!

Życzę powodzenia na studiach, w przyjaźni, miłości, życiu zawodowym, osobistym, religijnym i... wszelakim!
Życzę Ci uśmiechu i żeby Twój warkocz zawsze miał się dobrze i rósł nadal.
Życzę Księcia Z Bajki i, żeby miał dużo koni... mechanicznych. ;)
I żeby wszystko było tak, jak trzeba. :)
Buziaki!


2. Powróciłam cała i zdrowa... albo raczej zdrowo posiniaczona.
Taki to efekt zabawy z Fidem. Co prawda nie ugryzł mnie na serio, ale nasza zabawa skończyła się takimi właśnie śladami na moim ciele. Po prostu mam za cienką skórę, jak twierdzi I. :)

3. M i ŁuKasha też dzisiaj wrócili. Pewnie są pełni różnych przeżyć, doświadczeń... Przyznaję, że brak mi tego. Staram się nadrabiać po swojemu, ale człowiek potrzebuje człowieka, żeby odnaleźć siebie naprawdę.
Podziwiam Wasz trud! :)

4. Na naszej działce pełno owoców. Nazbieraliśmy tego co nie miara, a jeszcze zostało i rodzina się zjedzie zbierać.
Fajnie, będą pyszne soki i dżemy... Już mi ślinka cieknie, bo - głupio! - zapomniałam ze sobą zabrać do Krakowa słoiczka z dżemem wiśniowym. Eh...!

5. Mój wyjazd przebiegł pod znakiem zwierząt. Miałam do czynienia z: psem, 4 kotami i niezliczoną grupą os.
Najśmieszniej było z małym, czarnym kotem, który przypadkowo dostał się do domu i histerycznie próbował wyleźć na pole poprzez okno... zamknięte, dodam. Chciałam mu pomóc, ale niesamowicie się mnie bał, więc akcja ratunkowa przebiegała nader problemowo. Ale udało się. ;)
Przy okazji - koty uwielbiają żarcie dla psów. ;)

6. Wizyta w rodzinnej miejscowości zaowocowała spotkaniami z bliskimi - niezwykle krótkimi, ale ważnymi - i ponownym przetarciem szlaków sklepowych. Zaznaczę, że tamte ceny znacznie różnią się od cen krakowskich... Toteż mam dwie nowe bluzki i koszulkę nocną. Ta ostatnia w ulubionym przez Caro kolorze pink. ;)
Co do spotkań z bliskimi, to odnotowuję to z powodu Maggie oraz A&E, które są dla mnie nie tylko miłym wspomnieniem dzieciństwa, ale przede wszystkim wsparciem dzisiaj... I zawsze mamy o czym rozmawiać! :)

7. Pewne moje plany nie wypaliły. Oczywiście jeszcze nie mówię "hop", ale to już chyba raczej pewne. Trudno. Żyje się dalej. ;)

Pozdrawiam Was wakacyjnie!

czwartek, 05 lipca 2007
Moc uśmiechu
Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że (zwykle) jestem stworzeniem przeszczęśliwym.
"Gęba" mi się cieszy na widok ludzi znajomych i nieznajomych.
Jeżeli w dodatku ktoś się do mnie uśmiecha, to tym bardziej odwdzięczam się tym samym.
Czasem nie umiem nad tym zapanować, kąciki ust "same" mi się podnoszą, nawet wtedy, kiedy chcę wyglądać poważnie.
Że nie wspomnę o słynnym rechocie w chwilach wyjątkowej radości. ;)

Bywa, że sprawia mi to kłopoty.
Kiedy się nie uśmiecham, innym wydaje się, że coś jest nie tak.
Tymczasem brak uśmiechu wcale nie musi oznaczać, że coś się stało, że jestem smutna (choć czasem to się zdarza), ale np. to, że jestem zmęczona, zaspana, zasłuchana albo próbuję być poważna.

Dziś doświadczyłam czegoś, co sprawiło, że na mojej twarzy zagościł szeeeeeroki "banan" na cały dzień.
Otóż kiedy dawałam jednemu starszemu panu gazetę, on dał mi w zamian czekoladowego batonika. Potem wyjaśnił mi, że to za mój uśmiech. :) :) :)
No, normalnie padłam.
To taaakie miłe!
Taki zwykły, drobny gest, a potrafił uprzyjemnić mi resztę dnia.

I kiedy tak sobie myślę, że przecież wystarczy bardzo niewiele, żeby komuś dać mnóstwo radości, to jeszcze bardziej chce mi się uśmiechać.
Bo czasem potrzeba tylko tyle, czasem kilku słów albo drobnego gestu życzliwości.
A efekt znacznie przerasta nasze oczekiwania. :)
wtorek, 03 lipca 2007
Wiecie, ile maili może przyjść na skrzynkę, jeśli się do niej nie zagląda przez kilka dni?
Mnóstwo!
A reklam?
Więcej, niż mnóstwo!

Póki co, dzielnie robię swoje i staram się przy okazji nie przeszkadzać innym. ;)
Chrzest i chrzciny się udały, wszyscy zadowoleni, Główna Zainteresowana (też głównie) spała.
"Jeszcze dzisiaj i jutro, pojutrze i popojutrze..." I kończę pracę. :)
Potrzebuję świeżego powietrza, odpoczynku, słońca...
Co prawda pieniążki piechotą nie chodzą, ale nie one są w życiu najważniejsze, prawda?

W każdym razie w piątek albo w sobotę opuszczam krakowską ziemię i daję się porwać wiejskim klimatom.
Potem wywołają mnie wiadomości od powracających tułaczy. ;)
Kiedy wrócicie do Krakowa, ja też wrócę.
Bez bliskich, Kraków nie jest taki sam...

W piątek pożegnałam się z Włochami.
Do września pewnie.
Od przyszłego roku mam Małego uczyć polskiego...
Nieszko, pomocy! :)

Dzisiaj dylemat nie do pokonania (przynajmniej przeze mnie) - sukienka: czarna czy złota?
Kupiłam czarną i teraz się gryzę, że złota ładniejsza... Niech mnie ktoś przekona, że nie.
Plisssssssss...! ;)