Zakładki:
Autorka ;)
Czytam
Czytam i nie znam
Dziennikarstwo
Foto
Kobiety i mężczyźni
Kraków
Książki
Kuchnia
Poezja
POMOC
Sznurki
Sztuka
Wiara
Włoskie
WWW
Zabawne
Zapomniane?



wtorek, 30 sierpnia 2005
Nowi

Pojawili się w naszym domu dość niedawno i można rzec z całą pewnością, że się panoszą.
Jest ich troje: Lekka, Skryta i Srebrny.

Lekka zastąpiła Dużą i próbuje się ze mną zaprzyjaźnić.
Mruga do mnie wesoło, czasami podśpiewuje.
Ładnie wygląda, jest taka delikatna, i tak miło ją dotknąć... ;)
Czy pasujemy do siebie? :>

Skryta nie jest nowa w ogóle, ale u nas owszem.
Zaprzyjaźniła się najpierw z Anią Lolową, a potem (w zeszły czwartek) przybyła do nas w Lolowym plecaku.
Kiedy ją LolK zobaczyła, to aż jej się oczy zaświeciły, a na twarz wystąpił grymas zwany bananem od ucha do ucha. ;)
Teraz dzień w dzień z nią współpracuje i wychodzi im to całkiem nieźle. :)

Srebrny był wybrykiem Taty Wszystkich Lolków.
LolK wciąż podejrzewa, że uparł się na niego z przekory, ale co tam.
Srebrny jest najświeższy, ładnie się prezentuje i chyba już się u Lolków zdążył zadomowić.
Od piątku. :)

I teraz mały quiz. ;)
Kto zgadnie tożsamość Nowych? ;)

sobota, 27 sierpnia 2005
Dzień w raju.

Wczoraj mój Anioł Stróż miał strasznie dużo roboty.
Tak się męczył, biedaczek, że aż mu Caro musiała pomagać i prowadziła mnie niekiedy za rękę. ;)
Ogólnie rzecz biorąc, to wczoraj ("Młody Bóg" {:D}, Caro, Czekolada i ja)zwiedzaliśmy pięknie zieloną Słowację i cały czas patrzyliśmy w niebo, to z obawą, to z zachwytem.

Jest taka książka - "Tam gdzie spadają anioły" Doroty Terakowskiej.
Gdzieś w momencie schodzenia w dół - bardzo w dół - po metalowej drabince, przypomniała mi się i z wrodzonym optymizmem zaczęłam sobie powtarzać w myślach ten tytuł. ;)
Mogłaby być również inna wersja - "Tam gdzie mokną anioły".
Nie mogłyśmy z dziewczynami uwierzyć w to, że można tyle razy i na tyle różnych sposobów przemoczyć buty.
Muszę stanowczo stwierdzić, że w tej kwestii byłam rekordzistką. ;)
Moje Reeboki wiele przeszły. Nie tylko w przenośni.

Wszystko byłoby fajne gdyby nie napotkany, przy schodzeniu (pod prąd, oczywiście), pan.
Czekolada miała udawać, że rodzi, ale trochę trudno było którejkolwiek z nas udawać jakąkolwiek chorobę, skoro kilka minut wcześniej śmiałyśmy się w głos, dumne z przejścia największej przeszkody...
Po chwili dyskusji, której przyglądałam się z zapartym tchem, pan westchnął tylko: "Polaki, Polaki" i pozwolił nam iść dalej.
I całe szczęście, bo gdybyśmy mieli się wracać, to nie byłoby kolorowo...

Potem już tylko "nocne kupalisko" (znów woda, tym razem z wyboru) z nieprzewidzianami sytuacjami, o których chyba mi nie wolno wspominać, cooo? ;)
Przyczajka z osamotnioną, błękitną piłką, która zdawała się na nas tylko czekać... A, no i próby dowiedzenia się o czas. ;)

Niniejszym dziękuję wszystkim uczestnikom wyprawy.
("Młody Bóg" chyba tu nie dotrze, co?) ;)

Było faajnie! :)

czwartek, 25 sierpnia 2005

LolK kocha muzykę. :)
Uwielbia przytulać huczącą myślami głowę do cichej poduszki i przykrywać się balladami. :)
Wszelkiej maści.
Tak zwane 'pościelówy', czyli wyciskacze łez - najwolniejsze hiciory o miłości, puszczane na wszystkich porządnych dyskotekach szkolnych, to jest to, co LolK lubi.
Bardzo, bardzo. :)
Czuje jak wszystko się w niej kołysze w rytm muzyki. :)
Czasami od samego słuchania zaczyna jej się wydawać, że unosi się w powietrzu.
Gdzieś, przez zmęczoną nic_nierobieniem łepetynkę, przelatują marzenia - słodkie jak winogrona o tej porze roku.
:)

LolK tylko musi uważać, żeby te obłoczki, co nad jej głową latają nieustannie, nie przesłoniły jej nieba rzeczywistości.
A zaraz uda się do Krainy Marzeń Sennych. :)
Aaa, kotki dwa...
Dobranoc, Guziczki Wy Moje Lukrowane! :*

środa, 24 sierpnia 2005
Ale są jeszcze sprawy drobne...

Ale są jeszcze sprawy drobne: loty ptasie,
chwianie się trzcin w jeziorach, blask gwiazdy wieczornej,
różne barwy owoców o porannym czasie
i wiatr przelatujący w sopranie i w basie,
i moja mała lampa, i stół niewytworny.
Ale nawet za wszystkie obrazy Tycjana
nie oddam tego stołu, bo pracuję przy nim,
to mój wierny przyjaciel od samego rana,
a kiedy noc...

Konstanty Idelfons Gałczyński

wtorek, 23 sierpnia 2005

Młody: Idę się kąpnąć.
Ja: Powodzenia.
On: Nie dziękuję, żeby nie zapeszyć...
:D

Dzisiaj się tak leniwie zaczyna, że chyba się zwinę w kłębek z "Kumpelkami z paki" i zaczytam na śmierć. :)
Albo obejrzę coś durnatowatego w TV. :)
Albo wytaszczę się z Małą na spacer. :)
Albo przesiedzę dzień przed kompem. ;)
Albo...
... pójdę spać?
Hm.

poniedziałek, 22 sierpnia 2005
"Piękne z NH" odc. 458, "Myślenitz"

Qrka, miałam napisać cały odcinek, ale wena się na mnie wypięła i powiedziała: "Radź sobie sama". A ja przecież bez weny to strasznie nudna jestem. ;)

Toteż ograniczę się chyba tylko do tego, co następuje:

Wielkie DZIĘKI dla Lisicy. :)
Było suuuper, miło i ładnie, no i w ogóle... ;)
Pyyycha obiadek.
Fajowa rodzinka! :)
Śliczny domek.
I sesja zdjęciowa!
Lodzio miodzio: gałka - 60 groszy!!! :D

Buziaki dla Caro i ŁuKashki za wyborowe (bananowe?!) towarzystwo. :)
Jesteście wspaniałe. :)

No to co?
Sponsorzy i napisy końcowe.
Muzyczka "come for faiting", czy jakoś tak... ;)

P.S.
"To Twoja szopa, Lisica?"
"Ten trawnik to Ty, czy Twój starszy kosi... yyyy... brat w sensie?"
"Takie soczyste to jabłko... A nie, to Ty się plujesz!"
"Zaznaczasz to sobie PTASZKIEM"
:D

niedziela, 21 sierpnia 2005
:)

Niezapomniany weekend.
Niezapomniani ludzie i duża intensywność wydarzeń. :)

Sobota charakteryzowała się totalną improwizacją. We wszystkim.
Najpierw ślub ludzi, których pierwszy raz w życiu na oczy widziałam.
Fantastyczna atmosfera na chórze,  lekki stresik, pocieszanie nas przez Lidera. ;)
Potem czad, wycie, huk perkusji, dygotanie witraży...
I pełne wyzwolenie! :)
Katharsis!
Fantastycznie. :)
Jeszcze po Mendelsonie nie mogłam opanować drżenia rąk...

Next obciach, jak zwykle, coś trzeba było zrobić.
Ciasto wylądowało tam, gdzie było jego przeznaczenie. ;)
A otrzymane figurki zostały  przez nas obdarzone takim ładunkiem uczuciowym, jak chyba nic innego.
Aha, no i spotkanie sobowtóra Mamy Lolkowej... ;)

Dalej grill, sporo miłych ludzi, kilogram śmiechu i komizmu sytuacyjnego. ;)
Niezwykle zajmująca rozmowa z facetami na temat seriali.
Nawet się nie domyślacie, jak dobrze panowie orientują się w odcinkach "Zbuntowanego Anioła", "Mody na sukces" i innych "Fiorelli"... ;)
Potem trochę granio_śpiewania. :)
Jak ja lubię takie wieczory! :)

Niedziela miła, rozleniwiona. :)
Jutro chyba Myślenice. ;)

A co u Was?
:)

sobota, 20 sierpnia 2005
Cheese!

Taka miła fotka z wczoraja... ;)

środa, 17 sierpnia 2005
Dzień Świra :)

Dziś LolK była poproszona o darcie ryła, którą to prośbę przyjęła z radością, dziką rozkoszą wręcz. :)
Nie dość, że wyżyła się akustycznie, co chyba jest jej jednak do szczęścia potrzebne, to jeszcze ją za to chwalili, choć w sumie nie bardzo były ku temu powody. ;)

Potem Chrzestna LolK pojechała Swoje Dziecko zabawić. :)
Misiek to jest wulkan energii.
Na początku się wstydził (co mu się ostatnio często zdarza), jednak zaraz potem zaczął się popisywać przed "ehującą" i "achującą" Ciocią LolKą.
Chłopiec ma 10 miesięcy, raczkuje, względnie chodzi, podtrzymywany za rączki.
Próbowałyśmy go z Babcią Lolową uśpić, bo zmęczył się okrutnie tymi popisami.
Gdzie tam!
LolK zasypiała, a Maluch wstawał. :|

Wielce zmęczona wróciła potem do ciepłych pieleszy (czemu jej się to z pieluchami kojarzy?!) domowych.
Prawie_od_razu (bo najpierw obiad i net, oczywiście ;)) rzuciła się na łoże i zasnęła snem twardym i niezmąconym.
Yyy, prawie niezmąconym, bo ją bestie kwiożercze z akwarium obudziły.
Konkretnie, to światełko takie tam świeci, i jak ono przyświeciło Lolce, to aż jej się oczy na świat otworzyły. :|

A, jeszcze o ważnym elemencie zapomniałam!
LolK, hasając po kanałach w TV, dziś natknęła się na Kubusia Puchatka. :)
Nosz, normalnie myślała, że padnie, tak ją to zauroczyło. :) :) :)
Królik rulez, zawsze zgrywa twardziela, a w sumie głupią marchewką by się chyba podzielił... ;)

wtorek, 16 sierpnia 2005
To i owo

No jasne.

Znowu będą śmichy - chichy, że LolK jest płodna w notki i nikt za nią nadążyć nie może... 

/Nawiasem mówiąc, ona sama za sobą też/

A LolK nie wie, czemu, ale zryw jakiś ma. Wena jakaś, czy inne badziewie. Normalnie nudzi jej się, jak nic nie napisze. Nawet przysmęci czasem, ale skrobnąć musi. Bo się nie ma gdzie się eksploatować. :D

No, i jeszcze po polsku się nie umie wysławiać... ;)

Ach, ta LolK... ;)

 

 
1 , 2