Zakładki:
Autorka ;)
Czytam
Czytam i nie znam
Dziennikarstwo
Foto
Kobiety i mężczyźni
Kraków
Książki
Kuchnia
Poezja
POMOC
Sznurki
Sztuka
Wiara
Włoskie
WWW
Zabawne
Zapomniane?



czwartek, 31 sierpnia 2006
Pożegnanie
Nie wiem, co myśleć.
Będzie trudniej.
Nie jakoś strasznie, ale jednak.
No i będzie mi jej brakowało...
Na razie wie o tym tylko kilka osób - w tym ja.
Cieszę się, że wiem wcześniej... To oznacza, że mnie wybrała...
Że jestem dla niej kimś - może za dużo powiedziane - ale, że może mi to powierzyć jako tajemnicę, że może w tym sensie na mnie liczyć.
Cieszę się, że mam czas na jakieś przygotowanie się na jej odejście.
To ona nauczyła mnie tutaj wielu rzeczy...

To zaskakujące, jak bardzo ludzie potrafią się zżyć w tak krótkim czasie...
Będzie mi jej brakowało. :/
Jej uśmiechu i uczciwości.
I zapamiętam jej dobre rady, które szczególnie teraz mi powierza.
I to, że mam się uśmiechać.
Że to przyciąga.
I że mam się nie dać wykorzystywać.
I że mogę na nią liczyć - wystarczy telefon...
środa, 30 sierpnia 2006
Wszystko w bieli... ;)

Jestem zadowolona.
Z siebie.
Bardzo wyjątkowo.
W sumie nie ma, o czym mówić, ale satysfakcja pozostaje, jak taka leciutka, różowa mgiełka, unosząca się nieustannie pod moimi powiekami i przesłaniająca resztę świata... :)

Tymczasem Caro i ja zajmujemy się szperaniem w necie w poszukiwaniu...
...akcesoriów ślubnych. ;)
Nie, żeby któraś z nas planowała w najbliższym czasie jakieś, a tym bardziej własne (!) wesele, ale po prostu to tak wciąga... :)
Proszę bardzo, np.:
Taka suknia
Taki bukiet.
Takie zaproszenie.
Takie buty.
Albo takie.
Albo jeszcze inne.

Czyli, jak widzicie, wielkie, białe szaleństwo z całkiem niewiadomego powodu.
Spokojnie, nie szykujcie się na wesele.
Jakby coś się kroiło, dam znać. ;)

A jutro znowu praca...
Stwierdziłyśmy z Dorotką, że częste przejazdy MPK niezwykle sprzyjają ukultarnianiu się. :)
Codziennie ląduję w autobusie z książką na kolanach (pod warunkiem, że jest odrobina miejsca na przycupnięcie w miarę wygodnej pozycji, nie pod okiem staruszek wątpliwego zdrowia).
Teraz czas na powrót do Chmielewskiej.
Jednym tchem chłonę "Zwyczajne życie" jej autorstwa.
Lisowe, zresztą. :)

No. :)
Czas na zapiekankę produkcji Mamo_Młodowej... ;)
A potem lulu. :)

niedziela, 27 sierpnia 2006
Hold on me
Jest dobrze.
Nawet lepiej niż dobrze.
Świat znów obraca się we właściwym kierunku.
Świat subiektywny.
LolKowy.
Tam, gdzieś między mózgiem a sercem.

Doświadczyłam znów tego, że On wysłuchuje...
I to nie raz, nie dwa, nie siedem. Siedemdziesiąt siedem!
Cudownie!!!

Od wczoraj organizm LolKowy jest ustawiony na funkcję: praca - impreza - praca. Wzmożone obroty. Wirowanie.
W pracy LolK generalnie się odnajduje. Poza momentami, w których zupełnie nie wie, co robić, ale, że to się jej zdarza również poza pracą, to powoli przestaje się tym przejmować.

Wczoraj świętowała z przyjaciółmi urodziny Agnieszki. :)
Radośnie śpiewała i nadal wyśpiewuje w myślach gromkie 100 lat Drogiej Solenizantce.
Było miło.
Impreza pozostawiła niezatarte wrażenie, że są ze sobą zespojeni w jedną całość, pomimo wszelkich różnic, jakie ich dzielą: wieku, zainteresowań, i innych. Ktoś nie przypadkiem sprawił, że odnaleźli się na jednej uczelni i złapali kontakt.
Taki kontakt!
Zdaje im się, że znają się znacznie dłużej, niż jest to w rzeczywistości...
Może to pozory, a może to po prostu bliskość, więź, która łączy ich wszystkich i każe być wdzięczna Temu, Który postawił ich na jednej drodze ku Sobie Samemu.

LolKę niezwykle ucieszyło spotkanie Plecionki, dawno nie widzianej, a tak bardzo bliskiej małemu serduszku LolKowemu.
Ucieszyło ją również bliskie spotkanie trzeciego stopnia z ptasim mleczkiem, które wyszło spod rąk Piotrka. :)
Tajna receptura będzie wykradziona.
Postanowione!

Jutro LolKę opuszcza Mały, Wredny Potwór.
Za to wróci Jasnozłoty, Dobroduszny Anioł.
Żartowałam. ;)
Trzymamy kciuki za Maleństwo, żeby wytrzymało, żeby się nie lękało, żeby sobota była tylko początkiem... a żeby dalszy ciąg był znacznie bogatszy i piękniejszy. :)

W międzyczasie (trudno określić, czy takowy w ogóle istniał) LolK uzyskała pewną stabilizację wewnętrzną.
Coś tam jej się poukładało, pozamiatało, posprzątało.
I już jest lepiej, tak raźniej jakoś.

Ogólnie LolK wyszła na prostą i jedyne, co ją jeszcze niepokoi, lecz co na razie nieuchronne, to zdanie, które się za nią wlecze z kąta w kąt: "Tęsknota nade mną szeleszcze..."
piątek, 25 sierpnia 2006

Wariuję.

Wariuję.

Wariuję!

środa, 23 sierpnia 2006
Lisodzień

W Myślenicach, jak zwykle, było bardzo przyjemnie.
Lisodomek ciągle rośnie i koloryzuje się - coraz ładniejszy i przytulniejszy.
Lisomafia ogarnia całe - tak, użyję tego słowa - miasto. ;)
Są tam rewelacyjne ceny artykułów papierniczych, jak też butów. (Po nowe szpilki jadę tam, nie ma bata!)

W Lisodomku robią się pyszne rzeczy.
J: Caro, chodź, porobimy sobie.
C: Co sobie porobimy?!


Taaak...
No i Lisodzień oczywiście pod znakiem zdjęć. Z trzech aparatów, jakby tego było mało. ;)
Nooo... Czyli fotek naliczyłyśmy coś około 300. ;) Heh, zabawnie.
Szkoda, że nie było z nami Różowej Ł., ale pewnie ona jeszcze to kiedyś z nami nadrobi. :) Jak będzie czwarty aparat, to już w ogóle. :)

Dzięki, Liskowi za gościnę, dobre serce i dobre... żarcie. ;)
Dzięki, Caro za przemiłe towarzystwo. :)
Gorące buziaki dla ŁuKashy. :* (Ty wiesz, za co...)
Kolejny zestaw pozdrowień dla Ewy - Nowej Czytelniczki i Pokrewnej Duszy. :)

Co do innych spraw, to autorefleksja... I na tym poprzestańmy. 

wtorek, 22 sierpnia 2006
Bóg mnie otacza Swoimi dobrymi dłońmi.
Dziś znów okazał mi Swoją wielką miłość.
Ale potem ja nie potrafiłam Jemu i innym okazać własnej miłości...

Jeszcze kiedyś się tego nauczę!
sobota, 19 sierpnia 2006
Don't give up!
Dzień nie_wiadomo_jaki.
Doszczętnie nie_wiadomo_jaki.
Zamazany.

Z jednej strony w pracy uroczo.
Wspaniała atmosfera, żarty i współpraca. Wzajemna pomoc, uśmiech i wsparcie. Rewelacja!
Z drugiej strony - reprymenda od Szefa, oczywiście uzasadniona. I właściwie spodziewana. W sumie nawet nie było nieprzyjemnie.
Jednak... No, nic, stawiam wszystko na jedną kartę - działam!
A przynajmniej próbuję...

Szczyt marzeń?
Usłyszeć od rodowitego Włocha/Włoszki słowa: Lei parla bene italiano!
Dziś osiągnięty. :)

Oprócz tego nowy zestaw ciuchów... :) :) :)
Potrzebuję drugiej szafy. ;)

Dzisiaj towarzyszyła mi melodia: "Don't give up".
I to chyba najwłaściwszy tytuł dla tej notki. :)
czwartek, 17 sierpnia 2006
Zielone skarpetki

Wieczór.

Ulica rozpłomieniona blaskiem podświetlanych witryn sklepowych, hucząca krokami przechodniów. Od brukowanej powierzchni odbija się echo kakofonicznych dźwięków - rozmów, pisków opon, zgrzytów, chrzęstów, stąpania i śmiechu. Z gwaru różnojęzycznych pogawędek przebija się melodia ulicznego grajka - "Another brick in the wall" - wyśpiewywana trochę za głośno, trochę nie na trzeźwo, trochę po swojemu.

Gdzieś na skrzyżowaniu ulic fotograf - amator, ale nie taki zupełnie niedoświadczony - ustawia obiektyw, próbując uchwycić na zdjęciu coś tak niepowtarzalnego jak ta atmosfera wieczoru w wielkim mieście, w wielkim tłumie, w osi wielorakich przeżyć.
Uśmiecha się do koleżanki, która przechodzi obok. Co za spotkanie! Świat jest taki mały...

Z tupotu nóg wyłania się subtelny dźwięk wystukiwany damskimi obcasami.
Buty lekkie, modne, drogie, znanej firmy. I ten obcas.
Drobiazg, który tyle mówi, tyle zmienia, nadaje charakteru.
Butom i osobie.

I kolejna kobieta.
Klęczy z tekturową wizytówką i pudełkiem z drobnymi.
To, co mnie uderzyło w tym widoku, to jej spuszczone oczy, smutno pochylona głowa i zielone skarpetki w sandałach.
Kolor nadziei...
Nie w tym przypadku.

Ulica Szewska, dziś wieczorem.

środa, 16 sierpnia 2006
Miodzio...

Bułka z masłem i miodem, mleko z masłem i miodem, a przydałoby się gdzieś jeszcze wcisnąć czosnek.
Wszelkie rozmowy ograniczam do tych koniecznych lub pisanych.
Zażywam leki.
Odsypiam.
Ukulturalniam się.
Nadrabiam braki w teleserialach... ;)

A jutro...
Nie, nie, nie, myślmy o dzisiaj! :)
niedziela, 13 sierpnia 2006
Słowotok
Obiadokolacja w towarzystwie Solenizanta. Smutno, że tylko ja towarzyszę mu w ten wieczór, ale takie chwile są nam chyba potrzebne. Czas, kiedy możemy się wygadać, pomyśleć o przyszłości, poszukać nowych dróg, wspólnie wypić herbatę, pomilczeć bez skrupułów w swojej obecności...

Nie napiszę wiele, może tyle, że jeśli nie mam możliwości ćwiczenia włoskiego - póki co - to w ramach mojego il tempo libero zagłębiam się chociaż w kulturę włoską. Ale nie Umberto Eco - zbyt ambitnie, zbyt standardowo. Od środy, wyczekując na autobusy, wgryzałam się w "Todo modo" Leonardo Sciascia, wczoraj zaczęłam "Na kogo kolej" Luigi Pirandello, na półce cierpliwie, niecierpliwie czeka "Czerwona ręka" Mario Lunetta.
Potrzebuję odpoczynku intelektualnego, ale przy okazji mimowolnego rozwoju, nie wiem, inwencji, myśli, czegoś.

Tymczasem idę spać. Jutro kolejny, pracowity dzień.
100 lat dla Młodego! :)

P.S. Zainteresowanych zapraszam w Pejzaże odkryte. :)
 
1 , 2