Zakładki:
Autorka ;)
Czytam
Czytam i nie znam
Dziennikarstwo
Foto
Kobiety i mężczyźni
Kraków
Książki
Kuchnia
Poezja
POMOC
Sznurki
Sztuka
Wiara
Włoskie
WWW
Zabawne
Zapomniane?



niedziela, 24 września 2006
Wycinek z życia
Nie mam za wiele czasu, a chciałabym tyle napisać...
Życia mija mi w biegu.
Nie użalam się na to, bo nie lubię stać w miejscu.
Biegnę, owszem, ale wciąż do przodu.

Dlatego też ani czasu, ani możliwości do napisania nie było, bo więcej spraw ważniejszych wpychało się na pierwszy plan.
Zresztą, pomijam wszelkie techniczne przeszkody...

Zeszły tydzień minął pod znakiem Pustelni.
Ożywczy deszcz i milion refleksji.
Cisza, spokój, wiara i natchnienie.
Głęboka jaskinia duszy...
Przyjaźń i walka z egoizmem, z ocenianiem, z sobą...
Potem powrót do świata, by zmagać się dalej.
Praca.
Dużo sprzecznych uczuć, ale ostatecznie wychodzi na plus.
Dziś "Carmen".
Co o tym?
Czerwone róże. I miłe spotkanie. :)

A od jutra znowu oddech górskim powietrzem.
Praca i odpoczynek.
Zmaganie się ze sobą i z innymi.
Szkoła odpowiedzialności.
Nauka bycia nauczycielem.
Sztuka bycia autorytetem i przyjacielem jednocześnie.

Wszystko fajnie...
... tylko trzeba jeszcze się spakować...
:)
Soł... Gud najt.
środa, 13 września 2006

Duże, drewniane schody, o ciemnobrązowym kolorze, skrzypiące przy każdym kroku. Takie, jakie bywają w tych starych, krakowskich kamienicach.
U góry słyszana muzyka współczesna, ale jakoś zgrabnie odziana w starość.
W sali dzieła sztuki.
Ściany obwieszone obrazami. Ale nie jakimiś bohomazami, których nikt nie rozumie i nie czuje - mówię o zwykłych śmiertelnikach, a nie tych, wybrańcach losu, którzy w kilku kreskach potrafią odnaleźć cały wszechświat.
Te obrazy mają duszę i jakąś dziwną lekkość, dodają otuchy ciepłymi barwami, powodują refleksje...
W jednym kącie rzeźby. Drewno, postacie ludzkie, anielskie, inne.
Pod jedną ścianą szkło. A na nim łąka, ważka, natura, kształty...
W jeszcze jednym kącie półeczki, a na nich tomiki wierszy. Poezja, wdzierająca się w serce, szarpiąca myśli i uczucia.
Wszystko, co w człowieku piszczy i śpiewa.
Przy okrągłym stoliku stylowe krzesła, jak sprzed epoki, a na jego blacie trzy kieliszki z resztką czerwonego wina.

Galeria, jaka zawsze była w moich marzeniach.
Artyzm, który czuje się całym sobą, kiedy wkracza się w to miejsce.
Kunszt dzieł, postacie spoglądające z obrazów, sprawiają wrażenie niesamowitości i wyjątkowości samego miejsca.

I wreszcie ona.
Poetka.
Pani tego wnętrza, jego Architekt i Dusza.
Jej twarz nosi ślady uśmiechów sprzed lat i tych dzisiejszych.
W tej twarzy odbija się szaleństwo młodości, radość dzisiaj i wspomnienie wczoraj.
I jeszcze poezja. I wszelka sztuka. I kultura w ogóle.

Poetka uśmiecha się, podchodzi, rozmawia, czaruje...
Takie opowieści czytałam dotąd tylko w książkach.
A teraz mam styczność z żywym człowiekiem, który niesamowicie oddziałuje i uczy.
Ja chcę jeszcze! :)

A od jutra Pustelnia.
Bóg i odpoczynek.
Liczę na dużo dobra, które wniknie do mojego wnętrza. :)

niedziela, 10 września 2006
Czasami czuję się jak blondynka z kawałów.
Poważnie.
Czasami samej mnie chce się z siebie śmiać.
Czasami raczej płakać.
Eh! ;)
Nie wiem, czy to mija z wiekiem...
Doświadczenie pokazuje mi, że jest to choroba wrodzona, ale kto wie, może dorosłość uleczy mnie z ciągłego wtapiania...?

Tymczasem ścigam słońce.
Od rana.
Budzę się, wstaję, delikatnie odchylam granatową zasłonę, żeby pierwsze, spłoszone promyki nie uciekły przed moim bystrym, zgniłozielonym okiem.
Chociaż zwykle uciekają, bo to moje zgniłozielone o tej porze nie jest wcale takie bystre... ;)

Eh...
Ogarnia mnie typowy stan rozsentymentalizowania, że tak to bardzo polsko określę... ;)
Sprzyjają temu mp3, które ulatują w chmury, wraz z moimi myślami...

Lecę coraz wyżej... 
piątek, 08 września 2006

Nie wiem, po co to robimy...

Ale niech już będzie.

Wszystko przez Plecionkę...!

;) 


Stchórzyłyśmy.
Mea maxima culpa!

czwartek, 07 września 2006

Czas trochę ponarzekać. :)
Dawno nie narzekałam, nie?
No to uwaga - nadrabiam zaległości. :)

Głowa mi pęka - nie, dziękuję, nie będę żadnych Goździkowych słuchać, nie chce mi się iść po tabletkę.
Jutro praca od 9:00 do 20:30 + dojazd. No, ja wiem, że wyjątkowo tak i wiem, że nic mi nie przepadnie, ale chcieć mi się nadal nie chce, pomimo, że rozum podpowiada, że to w miarę rozsądne jest.

W ogóle nic mi się nie chce.
I czasu nie mam.
I nie zapowiada się, żebym w najbliższej przyszłości go miała w jakiejś zastraszającej ilości, kilku dni na przykład.
Tak, wiem, że sama chcę, sama się na to decyduję.
Ale jak już marudzić, to na całego, nie?

Cały czas coś jem.
W pracy chyba wyglądam dziwnie, bo wcinam głównie "Danonki" i "Kubusie". Heh, mam dziecięcy gust najwyraźniej. :)
Ale guzik mnie to obchodzi.
Jeszcze nie wiem, co ze sobą zrobię, może coś z włosami - bo z głową chyba nie mam szans ;) - może kupię jakieś ciuchy (jak zarobię...!) i może mi się polepszy, ale nie liczę na to zbytnio.
Można tak sobie wyglądać wiecznie na małolata... I może właściwie to nie jest taka najgorsza rzecz...?

No, proszę, i jak optymistycznie wyszło? :)
Ja to sobie nawet ponarzekać porządnie nie umiem! ;)

środa, 06 września 2006
Niech jej gwiazdka pomyślności...

Korzystając z nadarzającej się okazji mojej bytności w domu... ;) chcę złożyć najserdeczniejsze życzenia niejakiej Plecionce, której ostatnio się nieco postarzało...
Ostatnio, to znaczy wczoraj.

Plecionko Kochana!
100 lat!
W szczęściu, radości, miłości!
Żeby życie układało się jak najlepiej.
Po Bożemu i po Twojemu.
Żeby otaczała Cię życzliwość innych ludzi, żeby zawsze były do Ciebie wyciągnięte pomocne dłonie, a także były dla Ciebie otwarte gorące serca, czekające na  Twoje smutne lub wesołe zwierzenia, żeby dać Ci pocieszenie...
I błogosławieństwa Bożego! :)

Wczorajszy wieczór zalicza się do udanych. :) Spędzony w towarzystwie kilku prześlicznych dziewcząt, w przemiłym mieszkaniu (w którym z 0:) czujemy się już jak u siebie), z pysznym jedzonkiem, a potem na mieście.
Ujrzałyśmy przeróżne ciekawe sceny, które dają nam obraz zachowań współczesnego społeczeństwa.

Mnie na przykład bardzo zastanawia specyfika naszych pubów, klubów.
Może się mylę, ale zauważyłam, że w takiej, czy innej knajpie znajduje potwierdzenie stare powiedzenie, że "każda potwora znajdzie swojego amatora".
No, autentycznie.
Giba się taka jedna, sama na parkiecie, niespecjalnie ładna, niespecjalnie inteligenta, po czym przygibuje się do niej taki, czy owy, równie niespecjalnie.
Nie, żeby mnie to jakoś wyjątkowo gryzło, ale to dosyć ciekawe, że knajpy mają taki klimat - prozwiązkowy, bym to tak ujęła.
Przy okazji muzyka, taniec, wprawia w jakiś trans, szaleństwo, niech się jeszcze tu wmiesza alkohol, to już w ogóle jest śruba. ;)
I ludzie jakoś zupełnie podskórnie czują potrzebę bycia z kimś.
Że nie wspomnę już o ekstremalnych przypadkach, jakich istnienia świadkami byłyśmy wczoraj... ;)

Po tej mojej części refleksyjnej, chciałam uroczyście podziękować Plecionce za tę imprezę. :)
Za zaproszenie, serce, ciasto, sałatki i jej niesamowite koleżanki. :)

Kolejny babski wieczór, ale jakże nietypowy, prawda? :) 

sobota, 02 września 2006
Bycie Blisko

"Ciebie Bóg wybrał spośród wielu, 

Ciebie obdarzył zaufaniem,

Ty masz prowadzić innych do celu,

Ty masz być świadkiem - On Twoim Panem jest."

No właśnie.
To CIEBIE Bóg wybrał.
Każdego z nas wybrał do głoszenia Swojej Miłości wśród ludzi, ale Ciebie szczególnie. :)
Jesteś Jego Oblubienicą i to dla Ciebie szykuje zadania specjalne. ;)
Nie będzie łatwo i Ty o tym wiesz...
Ale ks. kard. Dziwisz mówił, i Ty wiesz, co robić, kiedy zabraknie Ci wiary.
I ja też już wiem. :)

Ciebie, Kasiu Ł. i Kasiu P., Bóg wybrał spośród wielu. :)
I Ciebie, Piotrze I. i Łukaszu P. również. :)
A ja jestem wybrana inaczej - wybrana do wspierania Was modlitwą i to jest moja misja specjalna. :)
Ściskam Was i życzę powodzenia na trudnej i pięknej drodze do Niego, dla Was szczególnie trudnej i szczególnie pięknej, drodze wybranych. :*

I bardzo dziękuję Caro za towarzyszenie w drodze, a HrabiAnce za umożliwienie dojazdu. :)

W Kalwarii przeżyłam swoiste, jakby to Grecy określili, katharsis. Oczyszczenie.
Właściwie więcej, niż to, o czym oni myśleli przy tym słowie, i troszeczkę w innym stylu, bo nie przez sztukę, ale przez coś, co ogólnie określę Byciem Blisko.
I przez Sakramenty - to znaczy dzięki nim.

Gorące podziękowania dla drogich memu sercu, których tam spotkałam. :)

No i owacje na stojąco dla "solenizantów", i toast szampanem bezalkoholowym! ;)