Zakładki:
Autorka ;)
Czytam
Czytam i nie znam
Dziennikarstwo
Foto
Kobiety i mężczyźni
Kraków
Książki
Kuchnia
Poezja
POMOC
Sznurki
Sztuka
Wiara
Włoskie
WWW
Zabawne
Zapomniane?



środa, 31 października 2007
Deszcz wzmocnień
Wczoraj - zwariowany dzień.
Dziś - również.

Wczoraj.
Najpierw kolczykowe szaleństwo - nie wiadomo, skąd się wzięło, w każdym razie szok. ;)
Potem wystawa Mouiego.
Bardzo lubię te jego wystawy. :)
I znów piknięcie w środku - powinnam pisać? Tak mówią...
Kto wie?
Może wrócę...

Dzisiaj.
Rajd po bibliotekach - pfff!
Never ever normalnie! ;)
Słoneczko w tramwaju, po latach, wiekach napotkane. ;)
Potem drobne zakupy.
I Pani Basia...!
Przemyślenia i dziękczynienie, że tak wiele mam, choć na co dzień zupełnie sobie z tego nie zdaję sprawy... choć powinnam.
Kolejne sprawy do załatwienia.
Kolejne książki odłożone na stos: "Pilne".

A teraz?
Noc...
Sen...
Spokój...

A jutro?
Myśli, śmierć, życie, wiara.
Dobranoc!
poniedziałek, 29 października 2007
Słowa otuchy
"A wszyscy, którzy się do Ciebie uciekają, niech się cieszą,
Niech się weselą na zawsze!
Osłaniaj ich, niech cieszą się Tobą,
Ci, którzy imię Twe miłują.
Bo Ty, Panie, będziesz błogosławił sprawiedliwemu:
Otoczysz go łaską jak tarczą."

(Ps 5, 12 - 13)
 
Tak pocieszać, to umie tylko On... ;)
 
A dziś znów były zajęcia z wykładowcą, który posiada nie tylko tytuły wszelkie, jakie sobie można wymarzyć. To dodatkowo kapłan, który wcale nie korzysta z tego, że jego miejsce przy ołtarzu jest nieco wyżej... To człowiek, który idzie po to, aby służyć. I w każdym (pomimo tych wszystkich tytułów!) widzi przede wszystkim człowieka i odnosi się do każdego z szacunkiem należnym człowiekowi.
 
A dziś mówił o miłości.
I że miłość, to jest to, co w "Kamizelce" Prusa.
I to, co w "Skrzypku na dachu".
I o geografii miłości.
I ja się, kurczę, ze wszystkim zgadzam...
 I chłonę te jego zdania, jak gąbka.
 
Te wykłady, to dla mnie cotygodniowe półtorej godziny najpiękniejszych rekolekcji, jakie w życiu słyszałam.
A to przecież tylko jeden z przedmiotów na studiach...
niedziela, 28 października 2007
Zima idzie...
 
Brr! 
czwartek, 25 października 2007
Za horyzont

Nie widzę horyzontu...
Nie widzę!
Uparcie wpatruję się w dal...
Ale wierzę, że gdzieś, może za zakrętem tej mojej drogi, zobaczę najpiękniejszy pejzaż...

I pozostanie mi tylko westchnąć ze szczęścia. 

wtorek, 23 października 2007
Brrr!
Wśród wielu zadań życia codziennego ujawniają się te, które przynoszą wiele satyfakcji, jak też te, które przyprawiają o skręt kiszek i ciągły stres.
Żeby nie zwariować, staram się nie przejmować pomniejszymi problemami, choć i tak nic to nie daje i wewnętrznie się przejmuję.
A kiedy na przykład myślę, że mam wstać i jechać tu, czy tam...
Albo że znów powinnam być w dwóch miejscach na raz...
I że znów ktoś będzie miał jakieś "ale", albo zły humor i że akurat ja się na niego natknę... (zupełnie nieistotne, kto to będzie, może to być nawet kierowca autobusu).
Brrr!

Dla odstresowania, w wolnej chwili (za wiele ich ostatnio raczej nie mam), łapię za koraliki i zwijam druciki w przeróżnych kombinacjach - a efekty tego szaleństwa widać dziś szczególnie... ;)

Ciepła życzę!
poniedziałek, 22 października 2007
100 lat, 100 lat, niech żyje, żyje nam
 
KASIA!!!
:) 
sobota, 20 października 2007

UWAGA!
Umiem już ruszać, skręcać i cofać!!!
Hamowanie muszę przećwiczyć lepiej... ;)
Ale wszyscy żyją, nikogo nie potrąciłam, jest dobrze. ;)

I dziś jest Dzień Dobrych Ludzi. :)
Bo spotkałam przekochaną, uśmiechniętą, pomarszczoną staruszeczkę.
Bo pani w sklepie uprzejmie zapytała: "a jakie PANI woli?" ;)
Bo pan w sklepie stwierdził, że on nie umie oszacować wieku, więc zanim się do mnie zaczął zwracać w sposób osobowy, zapytał o tenże, żeby się czasem głupio nie pomylić. ;)

Teraz przede mną jeszcze praca nad projektem, póki jeszcze mam chwilę czasu, potem dopracowanie nowej techniki tworzenia kolczyków może i jeszcze porządki, bo jutro inwazja w postaci małych nóżek i rączek, a te ostatnie zdołają sięgnąć po wszystko...

I jutro wybory. :/
I jeszcze szachy. ;)
Miłego weekendu! :)

piątek, 19 października 2007
Z testami wygrałam.
Chwilowo.
Jeszcze co najmniej dwa razy będę miała z nimi bliską styczność egzaminacyjną...
Ale grunt, że jakaś podstawa do budowania dobrego samopoczucia jest. ;)
Przy okazji dowiedziałam się o całym mnóstwie przypadków, w których egzamin będzie przerwany/zakończony z wynikiem negatywnym i tu nawet może zupełnie nie chodzić o wiedzę i umiejętności...
Taa...
Fajnie.

W głowie dużo nie_wiadomo_czego, tak, że sama się gubię.
Dobrze, że jutro nareszcie upragniony WOLNY dzień!!!
Sobota, cudownie!
Co prawda mnóstwo rzeczy do zrobienia, ale przynajmniej wyspać się można i żadnych konkretnych spotkań, żadnego patrzenia na zegarek...
Luz - blues!
:)
czwartek, 18 października 2007
Zbita z tropu

Dzisiejsze zajęcia totalnie mnie przytłumiły.
Jedne niezwykle dały do myślenia i aż zszokowały swoją trafnością i odkrywczością, a drugie nie pozwoliły pozostać ani przez chwilę poważną.
Po prostu nigdy nie lubiłam przedmiotów ścisłych. ;)

A wiadomość dnia: DOWIEDZIONO, że dziecko w okresie prenatalnym (płodowym) odczuwa to, czy jest przez rodziców chciane, czy też nie!!!
Co więcej, odczucie to wpływa na dalsze jego życie, jeszcze w łonie matki lub/i później, nawet w okresie dorosłości.
Świadomość tego faktu mogłaby wiele zmienić w naszym podejściu do rodzicielstwa.
Otóż okazuje się, że rodzicami wcale nie jesteśmy od momentu urodzenia się dziecka.
Wychowujemy je i jesteśmy za nie odpowiedzialni, jeszcze na długo przed tym momentem.

Dziś Plecionka i ja spotkałyśmy bardzo znanego polskiego polityka.
Szedł sobie spacerkiem przez Planty, niczym się niby nie wyróżniając, przez nikogo niezauważony... No, prawie przez nikogo.
My pobiegłyśmy po autograf.
Nie to, że dla siebie. ;)
Młody się ucieszy... ;)

A wieczorem kurs.
Mam do zrobienia jeszcze 300 testów.
Do jutra.
Teorii dalej już nie zdążę ruszyć.
A... trudno!
Żałuję tylko, że dziś nie mogłam być u Marka.
Żałuję, żałuję...

Miłe maile i mili ludzie rozświetlają czas cienia.

Aha, i dziś sprawiłam, że wrócił internet i telefon zadziałał po chwilowym nie - działaniu. ;) Mimo, iż dokonałam tego w sposób nad wyraz prosty, jestem z siebie dumna. ;) 

wtorek, 16 października 2007
Never ever
Już dość, już nigdy więcej.
Tak twierdzę.
Choć mówią "nigdy nie mów nigdy".
A ja mówię.
Ot, tak.
I już na pewno.

Chyba, że... ;)
 
1 , 2