Zakładki:
Autorka ;)
Czytam
Czytam i nie znam
Dziennikarstwo
Foto
Kobiety i mężczyźni
Kraków
Książki
Kuchnia
Poezja
POMOC
Sznurki
Sztuka
Wiara
Włoskie
WWW
Zabawne
Zapomniane?



wtorek, 24 listopada 2009
Dziwna sprawa

No bo to było tak:
Próbowałam.
Stwierdziłam, że się nie da, że muszę odpocząć.
Czekałam rok.
Potem próbowałam znowu.
Czekanie, czekanie, czekanie.
A teraz 2 tygodnie - i siup!
Potem tydzień - i trach, bach, śmach!

I tak oto jutro jadę po odbiór upragnionego plastiku, zwanego również prawem jazdy...

Zawodowo?
Miło.
Szukam, pytam, dowiaduję się, piszę.
Są ludzie, jest dobrze.
Studia?
Jeden kierunek, drugi kierunek, studium pedagogiczne, a w międzyczasie jakieś warsztaty i praca mgr... ;) Chyba można uznać, że się nie nudzę.
Poza tym? Różnie. Czasem ziemia toczy, toczy swój garb uroczy, czasem cudne manowce, cudne manowce.

Idę pomalować paznokcie.

sobota, 11 kwietnia 2009

Wielkopiątkowo.

Naprawdę wielkopiątkowo...

sobota, 21 lutego 2009
Lo scopo

Tak, moja aktywność bloxowa zaskakuje.
Jest czas, jest o czym, to można pisać.
Jest młodość? Jest.
To trzeba ją przeżyć tak, aby potem było, co wspominać. Z uśmiechem. Szerokim!
Teraz jeszcze szukam okazji, żeby robić to, co kiedyś będzie dla mnie może nawet niewykonalne.
Kiedyś, kiedy przyjdą obowiązki, a raczej zobowiązania.

Dziś jeszcze wszystko jest przede mną. :)
Za mną wszystko, czego nie muszę żałować.
Myślę, że przede mną też...

Włosi pojechali.
Stałam na dworcu i machałam.

Może się spóźniają.
Może słabo znają języki.
Może są hałaśliwi.
... Ale mają w sobie tyle radości, co nikt inny. :)
Myślę, że oni wiedzą, co to znaczy cieszyć się życiem.
A ja się cieszę, że mogłam trochę "pocieszyć" się z nimi.

I a presto!

 


 

Bo w życiu trzeba mieć cel.
Zwyczajnie, punkt odniesienia, osobistą Gwiazdę Polarną.
Wszystko niby mówi: "nie".
A my z 0:) pchamy się tam, gdzie czujemy, że trzeba.
I już.
Od jutra dzieciaki. :)

piątek, 13 lutego 2009
I quanti...
Mogłabym napisać książkę.
"O znikających rękawiczkach..."
Taki miałaby tytuł.
 
Nie pamiętam, jak było na początku.
Wiem tyle, że w dzieciństwie rodzice przezornie zaopatrzyli mnie w rękawiczki połączone sznurkiem. Jeszcze je pamiętam. Błękitne, "dwupalczaste", wełniane.
A potem dopiero się zaczęło...

Najpierw czarne, eleganckie, niezwykle kobiece, bawełniane. Oczywiście pożyczone - od Mamy.
Pewnego dnia zagadałam się w autobusie ze znajomymi i wysiadając zapomniałam, że leżą gdzieś samotnie na foteliku...

Potem wielokrotnie zwykłe - te traciłam systematycznie, po jednej z każdej pary.

Następne - eh, kupione za pieniądze z którejś wypłaty (pierwsza poważna praca)... Piękne, brązowe, skórzane, z ciepłym futerkiem od wewnątrz i kwiecistym wzorkiem na zewnątrz. Kupione na Starym Kleparzu. Ulubione! Jedna wciąż leży w mojej szafie w nadziei, że druga kiedyś do niej dołączy.

Później znów czarne, bawełniane, "mamine".

I ostatnie. Fioletowe, skórzane, chyba od Mikołaja - czyli miałam je jakieś dwa miesiące. Tak się je miło nosiło! Były ciepłe, eleganckie... Takie, jak lubię.
Najprawdopodobniej skończyłam z nimi swoją znajomość dzisiaj w Rotundzie.
A teraz cóż?

Może warto poszukać jakiejś hurtowni...
sobota, 21 czerwca 2008
Nocą...
Zanim wybiła 2:00 LolKa ułożyła się do spania.
Między 2:00 a 3:00 jedna z rolet okiennych w pokoju LolKi raczyła spaść w całej swojej okazałości na parapet, odsłaniając rozświetlone gwiazdami niebo (Tak, w Krakowie też takie bywa).
Po godzinie 3:00 Lolce zachciało się jogurtu, w rezultacie czego pochłonęła kawałek soczystego arbuza.
Następnie - jako, że jej się niemiłosiernie nudziło - zajrzała do pracy dyplomowej, w której odkryła szereg rażących ją błędów (miejmy nadzieję, nierażących komisji).
Po godzinie 4:00 zaczęła przegryzać nachos, chrupiąc smakowicie, co - niestety - jakąś godzinę później zbudziło niektórych domowników...
Po godzinie 5:00 LolKa postanowiła wypróbować nowy krem do depilacji nóg, które to postanowienie wcieliła w życie w trybie natychmiastowym.
Obecnie LolKa siedzi przed komputerem i zastanawia się, czy zacząć już generalne porządki, czy też powstrzymać się do godziny załóżmy... 8:00, kiedy to będzie w miarę społecznie i PSYCHICZNIE akceptowalne...?

I w sumie nie wiadomo, czy to zbyt ciepła noc, czy za dużo myśli na raz, czy też kawa karmelowa wieczorem to sprawiły, ale LolKa zupełnie snu tej nocy nie zaznała...!
Bawcie się dobrze na Wiankach! :)
niedziela, 25 maja 2008
Marzy mi się...
... w zasadzie chyba sama nie wiem co.
poniedziałek, 14 kwietnia 2008
Ostatnio doceniam potęgę Kubusia Puchatka.
Koleś jest dobry na wszystko.
Szczególnie na mojego Chrześniaka... ;)
Także... czytamy, opowiadamy i wyciągamy morał.

A Ciocia siedzi i wypełnia testy.
I chce, żeby już było po.
Nieważne, z jakim wynikiem...
środa, 30 stycznia 2008
Przeuczona i przejedzona.
Taka ja.
Dziś.

Notki będą się pojawiać, jak im się zachce i jak czas będzie właściwy.
W innym wypadku znajdą mnie Państwo z nosem utkwionym w notatkach lub smętnie zawieszonym na kierownicy - niedospanym.
Względnie możecie mnie łapać w sklepach spożywczych w dziale ze słodyczami...

Pożeram wszystko...
I pozdrawiam łakomie.
czwartek, 17 stycznia 2008
Destiny?

Ciężka głowa, prychanie, gardło pełne niewiadomo czego, katar...
Czyli zimowe przeziębienie.
Tak, tak, nie mogło mnie nie dosięgnąć w tym roku.
Z powodu powyższych objawów stanowiłam dzisiaj ewidentnie zagrożenie na drodze...
Ale na szczęście wszyscy przeżyli.

Potrzebuję wyzdrowieć jak najszybciej!
Z datą: na wczoraj...
A koniecznie na jutro i nieodwołalnie na pojutrze!
W dodatku zamiast spokojnie kurować się pod kocem, muszę siedzieć i pisać na to i na tamto...

Legge il destino ma nelle stelle
e poi ti dice solo cose belle...
E poi... chissa?

czwartek, 27 grudnia 2007
Strzępki słów
Ale miałam dziś niespodziankę!
Otóż niespodziewanie, ze słonecznej Italii, przyszła paczuszka - z własnoręcznie przez Lucię wykonaną czapką zimową... Rewelacyjna! :) Piękna, biało - niebiesko - granatowa z kwiatkiem. :) Cieplutka!
Hm, czyli włoskie wakacje zdają się nie być tak całkiem odległym pomysłem...
:) :) :)

W nocy koszmary, przerywane krótkimi chwilami snu, ale rano - na całe szczęście - dotarłam na próbę i było całkiem fajnie.
Lubię tych ludzi. :)

A wczoraj oglądałam fragment pięknego filmu - tytułu nie znam. Jego główny bohater w pewnym momencie mówi mniej więcej coś takiego:

Miłość jest jak nieznana melodia, która dobiega z innego pokoju.
Nie znasz jej, ale zachwyca Cię, Twoje serce zaczyna wybijać z nią ten sam rytm...
I choćby czas mijał, choćbyś czasem słyszał ją słabiej, czy mocniej, zawsze będziesz ją idealnie wyczuwał i wpasywał się w nią całym sobą.


Piękne.
I tak to właśnie już jest. :)
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 11